Gdy dziecko reaguje na ojca płaczem. Porady pedagoga

21 października 2011 15:17Komentowanie nie jest możliweViews: 4371

Od dziś rozpoczynamy cykl porad, dotyczących konkretnych sytuacji wychowawczych na różnych etapach rozwoju, których udzielać będzie p. Justyna Mach. Jeśli masz pytanie, możesz pisać pod adresem pedagog@es.info.net Gwarantujemy pełną anonimowość.

*****

Justyna Mach, pedagog, autorka książek Kształtowanie osobowości dziecka w rodzinie oraz Dziecko partnerem w komunikacji i szczęśliwa mama Filipa, Emilki i Miłosza. Jest zafascynowana rozwojem człowieka, zwłaszcza w okresie dzieciństwa. Doświadczenie zawodowe zyskała, pracując jako pedagog szkolny i opiekun świetlicy. Bierze udział w projekcie, w ramach którego osoby potrzebujące pomocy pedagogicznej mogą skorzystać z bezpłatnych porad.

*****

Wychowywanie dziecka to bardzo trudne wyzwanie. Tak, jestem świadoma słowa, którego użyłam. Chyba nikt w momencie przyjścia dziecka na świat, tak naprawdę nie zdaje sobie sprawy z tego, co teraz go czeka.

Myślę, że proces wychowania można nazwać przygodą, której celem jest jak najpełniejszy rozwój naszej pociechy. Sprawa jest o tyle zagmatwana, że rodzice mają często wpojone różne modele wychowania wyniesione z własnych domów rodzinnych. Nakładają się na to wszystko różnice płci, to wszystko sprawia, że inaczej spostrzegamy, odczuwamy i myślimy. Pewne jest jednak to, że dla prawidłowego rozwoju dziecka nieodzowna jest zarówno rola matki, jak i ojca w wychowaniu.

Ale co robić, kiedy każda próba zostawienia dziecka pod opieką taty kończy się płaczem i złością malucha? Na usta ciśnie się pytanie: co się stało? Dziecko często odpowiada: Tato mi nie pozwolił…, tato mi zabrał…, tato mi powiedział… tato mnie zdenerwował! Dlaczego tak jest?

Prawdą jest to, że ojcowie są bardziej wymagający wobec swych pociech. Czasem jest im trudniej zaakceptować pewne cechy i zachowania u swego dziecka. Zwykle spędzają z nim mniej czasu, dlatego muszą popracować nad sposobami reakcji na różne prośby, zachcianki i potrzeby pociechy. Kluczowym jednak pytaniem, jakie powinien zadać sobie każdy tatuś, jest: czy ja znam i akceptuje własne dziecko? Odpowiedź na nie jest początkiem pracy nad relacją między nim i potomkiem.

Myślę, że czasem nasze zdanie na temat pociechy przejmujemy od osób z naszego otoczenia. Sami nie mamy odpowiedniej wiedzy na temat potrzeb i rozwoju dziecka na danym etapie i słuchamy cudzych – niestety, niejednokrotnie złych – opinii i rad.

Słyszałam kiedyś skargę pewnej mamy na zachowanie męża wobec ich dziecka. Miało ono około dwóch lat i nie chciało się podzielić zabawkami. Tatuś powtórzył zasłyszane wcześniej od babci malucha zdanie, że jest ono „samolubne i niegrzeczne!” Tymczasem w tym wieku dziecko najczęściej nie potrafi jeszcze podejmować wspólnych zabaw i bardzo boi się, że zabrana mu zabawka do niego nie powróci. Taka wiedza, uchroniłaby tego tatusia od przyklejenia swemu dziecku negatywnej etykietki samoluba, a przede wszystkim od myślenia o nim właśnie w takich kategoriach. Oczywiście potraktowany w ten sposób maluszek z płaczem wrócił do mamy i nie chciał już dłużej być pod opieką taty.

Co zatem robić, by unikać takich przykrych chwil? W jaki sposób sprawić, by wspólnie spędzany czas przynosił rozwój i umacnianie więzi między tatą i dzieckiem? Myślę, że na początek trzeba włożyć odrobinę wysiłku w poznanie wieku rozwojowego, w jakim znajduje się pociecha. Pomoże to w odkryciu jego potrzeb i naturalnych w danym czasie zachowań. Potem pora na podjęcie wyzwania, jakim jest poznanie własnego dziecka. Najlepiej zrobić to, spędzając z nim czas. Trzeba uzbroić się w cierpliwość i nie poddawać się w razie niepowodzeń. Budowanie więzi w rodzinie to proces. Warto jednak się trudzić!

Przeczytaj wywiad z Justyną Mach w Dzienniku Parafialnym.

Poleć innym!

  • Facebook
  • Twitter
  • Delicious
  • LinkedIn
  • StumbleUpon
  • Add to favorites
  • Email
  • RSS

Dyskusja

Tagi:
Email
Print
WP Socializer Aakash Web