Piąta Niedziela Wielkanocna, 3 V 2015 – komentarz do Ewangelii

30 kwietnia 2015 16:39Komentowanie nie jest możliweViews: 595

winogronaBoski ogrodnik

● Rozważa: Lucyna Montusiewicz ●

Piąta Niedziela Wielkanocna (3 maja 2015)

Czytania: Dz 9, 26-31; 1J 3, 18-24

Ewangelia: J 15, 1-8  ●

Mowy Jezusa wtedy, ale także współcześnie, wydają się trudne i niezrozumiałe, zawiłe albo sprzeczne, ale nie dzisiaj. Zaczyna się wiosna i wielu z nas doświadcza przyjemności pracy w ogrodzie, a może to być pomocne w rozumieniu tej tajemnicy jedności o której mówi nam Pan. Przyrównuje siebie – Syna Bożego, do krzewu winnego. Z długiej historii Ludu Wybranego, opisanej w Starym Testamencie, dowiadujemy się, że to on, ten lud, był właśnie porównywany do tego krzewu. Cóż takiego wspaniałego jest w tej roślinie? Piękno, kunszt pędów, wreszcie słodkie, doskonale uformowane owoce, czy cudowne wino z nich powstałe? Wino, które od zawsze było symbolem niezbędnym w liturgii, choćby sederu  Pesach, z którego wyrasta nasza Eucharystia.

Krzew winny musi gdzieś rosnąć, potrzebna jest mu konkretna ziemia, potrzebny jest mu także ogrodnik. Nie jest jak inne rośliny, nie może rosnąć jak sobie chce, potrzebuje prowadzącego go w rozwoju doświadczonego przewodnika-ogrodnika. Bez jego pomocy krzew dziczeje i przestaje wydawać owoce, staje się bezużyteczny. Nawet jeśli w tej spontanicznej dzikości krzew wyda jakieś szczątkowe owoce, są nieliczne i cierpkie, nie nadają się do spożycia. Zatem krzew winny potrzebuje cięcia ostrym narzędziem, skutecznego usuwania nadmiaru liści  i dzikich jałowych pędów, które zabierają soki, lecz nie prowadzą do zawiązania owoców. Podobnie jak wiele naszych próżnych pomysłów i planów marnujących potencjał naszych sił. Otóż alegoria naszego życia do postaci winnego krzewu jest bardzo pociągająca. Bowiem tak naprawdę nie wiemy jak żyć, aby osiągnąć to największe pragnienie naszego serca, to jest głęboki pokój. Od małego dziecka do późnej starości szukamy sposobów i recept na udane i sensowne życie. Jednak niewielu u schyłku życia potrafi powiedzieć z zadowoleniem: „miałem piękne, owocne życie”. Raczej często, o jak bardzo często, słyszymy: „zmarnowałem życie, to wszystko nie miało sensu”.

Tak, Bóg wie, że zakotwiczony w swoim egoizmie człowiek szuka szczęścia tam gdzie go nie ma, w grzechu, który w konsekwencji prowadzi go do śmierci ontycznej. Ratując człowieka w swojej wielkiej ku niemu miłości posłał na świat swojego Syna, aby go wybawić od tej niewoli i dać mu możliwość życia wiecznego w tym właśnie czasie i przestrzeni. Zatem celebrujemy z radością piątą niedzielę Wielkanocną, bo ta prawda, że Jezus żyje, dociera do nas powoli, może dlatego, że jesteśmy powierzchowni i zabiegani, potrzebujemy wielu przypomnień, powtórzeń. On, obecny i żyjący, działający w naszej konkretnej rzeczywistości, w naszej szerokości geograficznej i  naszym „ogrodzie duszy”. Odnajduje nas w naszym konkretnym miejscu mieszkania, w naszym lokalnym, a zarazem powszechnym Kościele. Potrzebujemy, jak ten winny krzew, zakorzenić się mocniej w tej ziemi, z której wyrastamy, potrzebujemy poznawać jego historię i tradycję, potrzebujemy czytać i rozmyślać Słowo Boże. Potrzebujemy czerpać życiodajne soki z liturgii i Eucharystii. Tylko tyle potrzebujemy, aby osiągnąć szczęście poznania Zmartwychwstałego Pana. Doświadczani krzyżem cierpienia, odrzucenia, ubóstwa, wszczepieni poprzez chrzest w szlachetny krzew winny, upewniamy się, że mamy solidne korzenie wiary poprzedzone przez długą historię wzrostu ludu ze Starego Testamentu, w tym krzewie właśnie stajemy się nowym pędem. (Młody pęd winny nazywa się po hebrajsku „necer”, od niego nosiła nazwę wioska, w której mieszkał Jezus – Nazaret, a wreszcie „nacrim”, jak nazywa się po hebrajsku  uczniów Chrystusa, czyli chrześcijan). Ten nowy pęd może wydawać wspaniałe owoce zmieniające smak świata, bo zawiera cechy charakteru nadane przez Ducha Świętego, tego boskiego Ogrodnika, który prowadzi rozwój krzewu, dogląda, przycina i okopuje. To nowe wino Zmartwychwstałego Pana. Ale nie osiągniemy tego samodzielnie, siłą naszej woli czy inteligencji. Potrzebny jest nam do tego Kościół przycinany i prowadzony przez Boga.

—————————————————————————————————-

lucyna-montusiewicz-01Lucyna Montusiewicz – żona Ryszarda, matka siedmiu synów i dwóch córek, psycholog i nauczyciel akademicki, przewodnik po Ziemi Świętej (www.egeria.lublin.pl) i Beskidach. Pracuje z dorosłymi i małżeństwami starającymi się o potomstwo (www.macierzynstwoizycie.pl) oraz dziećmi specjalnej troski.

 

Słowa Ewangelii według świętego Jana

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który [go] uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeśli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami.

Ilustracja: www.glowczyce.salezjanie.pl

Poleć innym!

  • Facebook
  • Twitter
  • Delicious
  • LinkedIn
  • StumbleUpon
  • Add to favorites
  • Email
  • RSS

Dyskusja

Tagi:
Email
Print
WP Socializer Aakash Web