Katolicyzm epoki like & share

24 marca 2014 08:25Komentowanie nie jest możliweViews: 4443

Ks. Kamil Mielniczuk

Występ pewnej siostry zakonnej we włoskim programie rozrywkowym wzbudził we mnie garść refleksji. Miałem pewne wątpliwości, czy warto się nimi dzielić… Po pierwsze uważam, że temu „wydarzeniu” poświecono za dużo uwagi, a po drugie, wiem, że nie wpisuję się w ogólnie przyjęty model komentarzy. Jednak sugestia jednego z redaktorów Dziennika Parafialnego przekonała mnie, że warto dorzucić parę słów w kontekście tego, co miało miejsce.

Patrząc o wiele szerzej, najbardziej mnie dziwi „żebranie” katolików o miejsce w mediach. Gdy jakaś gwiazda powie, że wierzy w Boga, to od razu wszystkie „katolickie” czasopisma i portale przedrukowują tę wypowiedź, artykuł otrzymuje tysiące lajków i udostępnień na Facebooku… Niewiele później ten celebryta wystąpi w rozbieranej sesji zdjęciowej lub zrobi coś innego odbiegającego od wiary i wcześniejsi entuzjaści cichcem się wycofują albo na siłę bronią „autorytetu”. Oczywiście, każdy jest grzesznikiem, każdy popełnia błędy, ale jeśli kogoś gloryfikujemy i robimy z niego współczesnego świętego, to powinien na to zasłużyć. Jeśli jakąś osobę stawiamy jako przykład, jako pewien rodzaj potwierdzenia naszej wiary, zachęty czy ewangelizacji (taki w domyśle jest sens tego katolickiego, medialnego szału), to musimy też mieć świadomość, że może za tydzień nasza gwiazda dojdzie do wniosku, iż na skandalu, rozwodzie, seksie czy narkotykach więcej ugra. Przykład, który miał pociągać, zaczyna odciągać.

Podobnie z obecnością księdza/zakonnicy/zakonnika w mediach. Zaistniał? Super entuzjazm, bez refleksji i możliwości zadania pytania, czy to tędy droga. Mamy się cieszyć i już. Z zaskoczeniem czytałem komentarze wielu osób, które reagowały wręcz agresywnie na próbę dyskusji i stawiania pytań: Czy to aby na pewno było odpowiednie? Czy przyniesie to dobro? Może w inny sposób? To jest niestety duża bolączka tzw. nowej ewangelizacji. Odgórnie szufladkuje się, że pewne zachowania (czy są dobre, czy nawet po prostu głupie) są „nową ewangelizacją” i koniec kropka. Kto chce o tym rozważać, ten sprzeciwia się duchowi (piszę z małej litery bo nigdy nie wiedziałem, o jakiego „ducha” chodzi moim rozmówcom). Natomiast część propozycji ewangelizacyjnych (odnoszących wspaniałe skutki) nie mieści się w ramach „ewangelizacji”. Taka ewangelizacja na zasadzie „kto nie skacze, ten ateista”, wszyscy muszą być za. Ciekawe jest to, że w Kościele współczesnym, w którym tak dużo mówi się o „dialogu”, w sprawach, gdzie dialog powinien być (np. o metodach ewangelizacji), jest on źle widziany.

Czy włoska siostra zrobiła to w dobrej wierze? Jestem przekonany, że jak najbardziej tak, nie podejrzewam ją o jakieś złe intencje (np. pychę), wierzę wręcz, że to było jej swoiste pojmowanie ewangelizacji. Jednakże rozmowa siostry z jurorami oraz lektura komentarzy w internecie utwierdziły mnie, że poszedł całkiem błędny przekaz. Zobaczyliśmy siostrę, która jest „spoko”, „na luzie”, która żyje jak człowiek, a nie odmawia nudne modlitwy w klasztorze. Siostra stała się jakby kontrastem dla Kościoła, który ciągle jest za mało współczesny, nowoczesny i „na luzie”. Odebrano wypaczony obraz Kościoła i powołania zakonnego. Czy kogoś to pociągnie? Może do Kościoła „luzackiego” tak, ale czy do Kościoła Katolickiego, który nie chce być fajny i rozrywkowy (dzięki Bogu!)? Przy bliższym poznaniu Kościół nie jest „fajny”, bo oferuje coś innego niż świat. Zakon nie jest „fajny”, bo proponuje całkiem inny sposób życia, wartości i cele niż ma świat. Ksiądz/zakonnica nie są „fajni”, bo nie żyją tym światem, ale dla nich jest ważniejszy Ktoś inny. Świat zajmuje się zabawą, pieniędzmi, przyjemnościami itp. Dopóki Kościół będzie próbował zbliżać się do świata, dopóty nic nie wyjdzie z ewangelizacji. G. K. Chesterton pisał: „Kościół nie może iść z duchem czasów – z tego prostego powodu, że duch czasów donikąd nie idzie (…) Nie chcemy Kościoła, który, jak to piszą gazety, zmienia się wraz ze światem. Chcemy Kościoła, który zmieni świat”.

Coraz słabiej widzimy problem takiego występu, bo coraz słabiej rozumiemy, czym jest Kościół oraz czym jest wyjątkowe powołanie do życia zakonnego. Potwierdzają to dziennikarze mediów zwanych katolickimi, którzy ironizują, że siostrę wielu krytykuje, bo powinna „jedynie prać habity, cerować sutanny, szorować podłogi prezbiterium” i – jak napisał jakiś złotousty komentator  -„cieszyć się z obcowania z Oblubieńcem”. Tak jakby wszystkie siostry zakonne były uciemiężone przez Kościół i zapędzane do pracy niewolniczej, a jednym ratunkiem jest ich emancypacja. Powołanie księdza/zakonnika/zakonnicy/brata zakonnego nie polega na realizowaniu siebie, ale na uświęcaniu siebie i prowadzeniu do Boga innych (zależnie od powołania). Jeśli dla kogoś spełnieniem powołania jest ewangelizacyjny show na stadionie, ale już zadbanie o szaty liturgiczne czy czystość kościoła jest widziane jako przykry dodatek, to może po prostu niewiele rozumie z duchowości kapłańskiej/zakonnej.

Zachwyt nad znalezieniem się siostry w programie rozrywkowym jest tak wielki, że nawet wszelkie kontrowersje (tekst piosenki, rozmowa siostry z jury oraz jako dopełnienie wykonanie przez nią gestu „rogatej dłoni”) zbywa się milczeniem. Świat ma swoje „autorytety”, nie musimy się zniżać do poziomu świata. Otwórzmy Pismo Święte i żywoty świętych, tam mamy postacie, które o wiele bardziej zasługują na „lajki i udostępnianie”.

Ks-Kamil-Mielniczuk-Lublin-293117_537200439654972_1032510754_nKs. Kamil Mielniczuk – święcenia kapłańskie przyjął 1 czerwca 2013 r. Pochodzi z Lublina. Obecnie jest wikariuszem w parafii pw. św. Teodora w Wojciechowie.

 

 

Do tematu wrócimy.

Poleć innym!

  • Facebook
  • Twitter
  • Delicious
  • LinkedIn
  • StumbleUpon
  • Add to favorites
  • Email
  • RSS

Dyskusja

Tagi:
Email
Print
WP Socializer Aakash Web