Nadal będzie można zabijać chore dzieci w łonach matek

27 września 2013 13:49Komentowanie nie jest możliweViews: 269

Jaromir Kwiatkowski ▼

Krystyna, lat 34. Duże miasto na północy kraju. Zawód wykonywany od lat z sercem: pielęgniarka anestezjologiczna. Miejsce pracy: blok operacyjny. Fakty: od zakończenia studiów aż do ubiegłego roku pracowała m.in. przy cięciach cesarskich, drobnych zabiegach chirurgicznych, ginekologicznych. Gdy na emeryturę odszedł ordynator ginekologii i położnictwa, a nastał bardzo ambitny, rzutki i pragnący sukcesów na medycznej niwie „nowy”, zmieniły się i zasady pracy. Szpital do swojej „oferty pomocowej” dorzucił terminacje ciąż. Jak to się dzieje i gdzie? Krystyna znać szczegółów nie chce. Widzi tylko efekty. Na blok przywożą kobietę w zaawansowanej ciąży. Dziecko, prawdopodobnie po wcześniejszym podaniu „leków” na umieranie gdzieś na oddziale ginekologii i położnictwa, już nie żyje. Wtedy przystępują do „dzieła” lekarze i położne… – Ile można patrzeć na zabite dzieci? Zabite w naszym szpitalu? – pyta Krystyna. – Dlaczego musimy w tym uczestniczyć? Nie po to jestem pielęgniarką, która pomaga żyć, by asystować przy umieraniu! Krystyna i jej kilka koleżanek próbowały protestować, rozmawiać z przełożonymi. Powiedziano im, co następuje: pracownic to my mamy aż za dużo, więc mogą sobie szukać bardziej >>komfortowego<< zajęcia. A gdy powołały się na klauzulę sumienia dla położnych i pielęgniarek, usłyszały: zabieg usunięcia martwego płodu z jamy macicy jest zabiegiem ratującym życie matki. Zabiegiem zagrażającym życiu kobiety, nagłym. Więc… klauzula nie obowiązuje. – Jak to nagłym? – pyta retorycznie Krystyna. – Przecież to zabieg planowy. Wystarczy tak dobrać personel, by przy terminacjach asystowały tylko te pielęgniarki, które nie mają dylematów moralnych. Mówią nam lekarze: >>Wy nic złego nie robicie. Pomagacie kobietom, by nic złego im się nie stało<<. A dzieje się coś złego: szpital zabija chore dzieci, a nie pomaga w ich przyjęciu. I szpital zmusza nas, byśmy były grabarzami tych dzieci. Jestem pielęgniarką, nie chcę być grabarzem. Krystyna próbowała o swoim i innych pielęgniarek dramacie informować terenowy oddział Izby Pielęgniarek i Położnych. Pielęgniarka urzędniczka grzecznie jej wysłuchała. I na tym koniec. Krystyna więc od pół roku szuka innej pracy. Może znajdzie”.

To tylko jeden z kilku przykładów zawartych w tekście red. Agaty Puścikowskiej „Gdy położna jest jak grabarz”, opublikowanym w listopadzie ub.r. w „Gościu Niedzielnym”. Warto go odnaleźć w wersji internetowej, bo pokazuje dylematy moralne położnych, które – chcąc-nie chcąc, a z reguły nie chcąc – biorą udział w procederze (w przypadku Krystyny akurat na jego finalnym etapie) pozbawiania życia dzieci poczętych w szpitalach, tylko dlatego, że rokowania są takie, iż urodzą się niepełnosprawne. Trzeba dodać: w procederze zgodnym z obecnym, kalekim prawem, według którego aborcja jest w takim przypadku legalna.

Artykuł ten cytowała dziś z trybuny sejmowej Kaja Godek, przedstawicielka inicjatywy obywatelskiej na rzecz zakazania aborcji eugenicznej, matka dziecka z zespołem Downa. Odpowiadała ona na pytania posłów w czasie dyskusji nad obywatelskim projektem ustawy w tej sprawie, popartym przez 450 tys. obywateli.

Niestety, obrońców życia było dziś w ławach sejmowych zbyt mało (zabrakło ich dokładnie 51), by przyjąć ten projekt.

Dziś wszyscy ci, którzy sprzeciwili się nowelizacji ustawy podnieśli rękę nie tylko za dopuszczalnością zabijania niepełnosprawnych, ale także za dopuszczalnością zabijania Chrystusa. Warto bowiem przypomnieć słowa papieża Franciszka, że każde zabite w wyniku aborcji dziecko ma >>oblicze Jezusa Chrystusa<<. I dlatego ci, którzy dopuszczają zabijanie najsłabszego człowieka, dopuszczają także zabicie Jezusa

– skomentował na Facebooku Tomasz Terlikowski, znany publicysta katolicki.

Co dalej? Na pewno obrońcy życia od poczęcia do naturalnej śmierci muszą nadal „robić swoje”. Ich działalność w Polsce, począwszy przynajmniej od lat 70. XX w., okazała się „kroplą drążącą skałę” i w znacznym stopniu zmieniła społeczną świadomość odnośnie do początków życia ludzkiego. Dziś już nawet ci, którzy publicznie opowiadają się za aborcją, często przyznają, że nie można nazwać jej rzeczą dobrą. Na pewno warto powtarzać, że problem aborcji nie jest problemem światopoglądowym, religijnym (bo w takie ramy chcą wtłoczyć dyskusję zwolennicy aborcji), tylko biologicznym, medycznym. Skoro medycyna wypowiedziała się wyraźnie, że życie ludzkie zaczyna się od momentu poczęcia, to nieprzyjmowanie tego do wiadomości jest ciemnogrodem (o co skądinąd, wywracając kota ogonem, oskarżają nas zwolennicy zabijania). Na pewno warto powtarzać, że człowiek nie ma prawa selekcjonować, kto ma się urodzić, a kto nie i nie ma prawa skazywać nikogo na śmierć tylko dlatego, że może urodzić się niepełnosprawny. Warto też przemyśleć strategię działania w Sejmie: jestem zwolennikiem powtórnego złożenia obywatelskiego projektu w sprawie zakazu aborcji eugenicznej dopiero wtedy, gdy w parlamencie powstanie większość zdolna taki projekt przyjąć.

Zawsze też – co niesamowicie ważne – pozostaje modlitwa za naszych braci opowiadających się za aborcją. O światło Ducha Świętego i o opamiętanie.Dziś wszyscy ci, którzy sprzeciwili się nowelizacji ustawy podnieśli rękę nie tylko za dopuszczalnością zabijenia niepełnosprawnych, ale także za dopuszczalnością zabicia Chrystusa. Warto bowiem przypomnieć słowa papieża Franciszka, że każde zabite w wyniku aborcji dziecko ma „oblicze Jezusa Chrystusa”. I dlatego ci, którzy dopuszczają zabijanie najsłabszego człowieka, dopuszczają także zabicie Jezusa.

Zdjęcie: Natalia Klocek, © by Dziennik Parafialny

Poleć innym!

  • Facebook
  • Twitter
  • Delicious
  • LinkedIn
  • StumbleUpon
  • Add to favorites
  • Email
  • RSS

Dyskusja

Tagi:
Email
Print
WP Socializer Aakash Web