Teresa Izabela Morsztynówna – “Perła Ziemi Sandomierskiej”

14 sierpnia 2014 16:14Komentowanie nie jest możliweViews: 5466

morsztynównaOprac. Jaromir Kwiatkowski ●

15 sierpnia mija 316 lat od śmierci Teresy Izabeli Morsztynówny, której doczesne szczątki można za niewielką opłatą (2 zł – dorośli, 1 zł – studenci, dzieci) zobaczyć w podziemiach kościoła św. Józefa w Sandomierzu. Teresa Izabela była córką wojewody sandomierskiego z Chorzelowa. Zdobyła staranne wykształcenie w domu, a następnie w Warszawie u Sióstr Sakramentek. Zmarła 15 sierpnia 1698 r., w wieku 18 lat, w opinii świętości. Od ponad 300 lat cieszy się nieprzerwaną popularnością z racji jej świątobliwego życia.

Obecny stan zwłok jest taki, jak je opisał w 1938 r. bł. ks. Antoni Rewera, “ukochany proboszcz sandomierzan”, proboszcz parafii utworzonej w  1934 r. przy poreformackim kościele: “Całość ciała nie uległa zepsuciu, teraz jedynie szczerniało i koniec nosa uszkodzony, rysy uległy zmianie o tyle, że straciły swą dawną delikatność, pod rękawiczką kolor ciała naturalny”.

W Internecie znalazłem modlitwę o beatyfikację Teresy Izabeli Morsztynówny, którą przytaczam na końcu. Może warto by było – to postulat pod adresem duchowieństwa sandomierskiego – podjąć bardziej intensywne działania zmierzające do jej wyniesienia na ołtarze. Czyż jej życie nie jest wspaniałym wzorcem dla młodzieży?

A poniżej przypominam opracowanie na temat życia i świętości Teresy Izabeli, autorstwa o. Jana Pasiecznika OFM, wydane w 1998 r., w 300. rocznicę jej śmierci, przez Wydawnictwo Diecezjalne Sandomierz.

 

Teresa Izabela Morsztynówna (1680-1698)

O. Jan Pasiecznik OFM

okladka morsztynowna“Perłą Ziemi Sandomierskiej” nazwał przed czterdziestu laty ks. Antoni Rewera Teresę Izabelę Morsztynównę, której doczesne szczątki spoczywają od blisko 300 lat w podziemiach poreformackiego kościoła św. Józefa w Sandomierzu. Pamięć o niej zdaje się być równie żywa jak wówczas, gdy prawie nagła śmierć wyrwała ją z grona żyjących w kwiecie wieku, bowiem w osiemnastym roku życia. Mimo, że w XVII i XVIII wieku w kryptach kościoła św. Józefa spoczęło wiele znamienitych osób z wszelkich warstw społecznych, oczy wszystkich zwracały się przede wszystkim ku trumnie z T. I. Morsztynówną, a żal z powodu jej odejścia zaczął rychło ustępować oznakom czci oddawanym przy jej grobie. Również obecnie zwiedzający tę świątynię i jej podziemia odchodzą pod urokiem tej postaci, z modlitwą na ustach skierowaną do Boga za jej pośrednictwem.

Rodzina Morsztynów

Teresa Izabela była córką Stanisława Morsztyna, herbu Leliwa, który pnąc się przez kilkadziesiąt lat po stopniach służby wojskowej i politycznej, osiągnął wiele urzędów, godności i zaszczytnych wyróżnień, a ukoronowaniem zmagań była godność wojewody sandomierskiego. Morsztyn był człowiekiem zamożnym – jego dziedziczne dobra stanowiły Grocholice, Rączyce i Łaziska w Sandomierskiem; w r. 1675 do fortuny przypadły jeszcze wsie należące do rodziny Morsztynów w okolicach Wieliczki, jak Raciborsko i inne, a w dalszej kolejności nabył Chorzelów koło Mielca należący przedtem do podskarbiego Jana Andrzeja Morsztyna. W kwietniu 1676 r., jako nowo mianowany chorąży zatorski, zawarł związek małżeński z Konstancją Oborską, która wniosła w posagu dodatkowo dobra na Podolu koło Latyczowa. Ośrodkiem ich była Werbka Murowana, rozległa wieś nad rzeką Studenką, już na pograniczu powiatu proskurowskiego. Na jednym ze wzgórz latyczowskich jeszcze niedawno widniały ślady dawnego zamku czy dworzyszcza obronnego, gdzie – jak można przypuszczać – młode małżeństwo założyło swoje pierwsze ognisko rodzinne. Dnia 15 III 1677 r. urodził się syn Jan Kazimierz, któremu nadano imiona zapewne dla uczczenia niedawnego króla polskiego, pod którego znakami ojciec rozpoczął służbę żołnierską. W r. 1678 lub w 1679 urodził się drugi syn – Antoni Andrzej, a wreszcie 19 X 1680 r. córka Teresa Izabela.

Wschodnie rubieże Rzeczypospolitej były w tym czasie bardzo niespokojne. Raz po raz przewalali się przez nie Tatarzy, Turcy, Kozacy, a także wojska polskie. Stanisław Morsztyn już w latach 1671-1676 brał udział w wyprawach wojennych, dowodząc regimentem pierwszym, a w latach 1672-1673 także chorągwią kozacką; w r. 1673 był ranny. W 1674 brał udział w uroczystościach koronacyjnych Jana III Sobieskiego w Krakowie, a później posłował do hetmana zaporoskiego P. Doroszenki celem pozyskania go dla Rzeczypospolitej, czego jednak nie zdołał osiągnąć.

Jako obrońca wschodnich terenów Rzeczypospolitej nie spuszczał oka z własnej rodziny. W tak niespokojnych czasach z głęboką troską spoglądał w przyszłość i wiele przemyśliwał nad tym, by swoim najbliższym zapewnić bezpieczeństwo. Gdy więc zaistniała okazja przeniesienia się w głąb kraju, skorzystał z niej skwapliwie. W r. 1681 zamienił z Teresą z Ossolińskich Denhoffową, żoną krajczego wielkiego koronnego, dobra werbkowskie na jej dziedziczną posiadłość w Chorzelowie pod Mielcem, dokąd w niedługim czasie przeniósł się z całą rodziną.

W Chorzelowie

Wychowaniem dzieci zajmowała się matka, dobierając do pomocy odpowiednie osoby ze służby. Jako kobieta o głębokiej i żywej wierze, starała się wychowywać dzieci w duchu na wskroś religijnym i przekazywać im to wszystko, czym sama żyła na co dzień i co uważała za najcenniejsze dla człowieka w perspektywie wieczności. Ojciec do Chorzelowa zaglądał rzadko i na krótko – był ciągle w rozjazdach i wojennych wyprawach. W r. 1683 brał udział w wyprawie wiedeńskiej i odznaczył się w bitwie ostrzychomskiej; w latach 1686 i 1691 uczestniczył znów w kampanii mołdawskiej. W r. 1687 został kasztelanem czerskim i tym samym wszedł do senatu. Rozpoczął na szerszą skalę działalność polityczną, wiążąc się dość mocno z dworem królewskim.

Pomimo ciągłych wyjazdów i oddalenia od domu często snuł plany o przyszłości swych dzieci. Pragnął zapewnić im jak najlepszą pozycję w społeczeństwie. Ponieważ sam był człowiekiem światłym, o czym świadczy najlepiej jego twórczość literacka, położył duży nacisk na wykształcenie swego potomstwa. Nie bezpodstawnie należy przypuszczać, że początkowa edukacja dzieci odbywała się w dworze chorzelowskim. O szkołach synów nic konkretnego nie wiemy poza tym, że starszy z nich w wieku siedmiu lat “szedł do szkół” i że obaj otrzymali dobre przygotowanie do przyszłych zadań w zakresie wojskowym i politycznym. Ojciec zwracał też uwagę na wykształcenie muzyczne swoich dzieci: Teresa grała na lutni, a Jan Kazimierz na flecie. Poza tym wiadomo, że Morsztynówna wyniosła już z domu rodzinnego dobrą znajomość języka łacińskiego, a przysłuchując się nauce braci, nabyła już w dziewczęcym wieku umiejętności prowadzenia popularnych wówczas dysput. Dla dalszej nauki ojciec wysłał ją do Sakramentek w Warszawie, gdzie przebywała przez “kilka lat”.

U Sakramentek w Warszawie

Sakramentki sprowadzone z Francji przez królowę Marię Kazimierę Sobieską, oprócz życia kontemplacyjnego prowadziły niekiedy – zgodnie z wolą fundatorów – instytuty wychowawcze. Tak też było przy sprowadzeniu Sakramentek do Warszawy, gdy królowa powierzyła im wychowanie i kształcenie polskich dziewcząt.

Sakramentki przybyły do Warszawy z Paryża (przez Rouen i dalej drogą morską do Gdańska) w październiku 1687 r. i – ponieważ klasztor na Nowym Mieście był w budowie – zatrzymały się chwilowo na Zamku Królewskim.

W czerwcu 1688 r. wprowadzono zakonnice do nowo wzniesionego klasztoru, a z nimi przeprowadziły się również uczennice do których niebawem dołączyły się dalsze, także z pierwszych rodzin szlacheckich.

Życie uczennic ujęte było w ramy szczegółowych przepisów, gdzie codzienna modlitwa przeplatała się z nauką. Uczono języka polskiego i francuskiego, gramatyki, arytmetyki, katechizmu, a lekturę stanowiły życiorysy Świętych. Szczególny nacisk położono na język francuski, tak wówczas modny dzięki dwom królowom pochodzenia francuskiego: Marii Ludwice i Marii Kazimierze. Poza tym – tak wiadomo – zakonnice – nauczycielki pochodziły też z Francji. Z tej przyczyny codzienne rozmowy i czytania przy stole odbywały się przeważnie w języku francuskim.

Wychowanie było na wskroś religijne – z nieustannym skierowaniem myśli i uczuć ku Bogu. Ponieważ między wychowankami zachodziła nieraz dość znaczna różnica wieku, starsze miały obowiązek pomagać czy wprost wyręczać młodsze. Wszystkie przyuczano do prac fizycznych (słanie łóżek, sprzątanie pokoju, naprawianie bielizny). Główna mistrzyni pensjonatu, a także pozostałe siostry nauczycielki były w ciągłym kontakcie z wychowankami, spędzały z nimi wszystkie chwile, dzieliły ich radości i smutki.

Rodzice od czasu do czasu odwiedzali swoje córki. Z rodziny Morsztynów Teresę Izabelę odwiedza! najczęściej jej ojciec. Okazją ku temu były jego przyjazdy do stolicy w sprawach urzędowych i łączące się z tym dłuższe pobyty na dworze królewskim. Cieszył się postępami córki w nauce i – nie szczędząc ojcowskich wskazań – zachęcał do dalszej pracy.

 Święte życie Teresy Izabeli

Po kilku latach pobytu u Sakramentek w Warszawie, Teresa Izabela powróciła do Chorzelowa ze znacznym zasobem podstawowych wiadomości i z dobrą znajomością języka francuskiego. Ojciec tak to później ujmie w formie poetyckiej:

“… Cudzoziemskim językiem mówić

albo swoim

Jednoż jej było, mając sposobność

w oboim:

I choć francuskie księgi trudność

w sobie miały,

Tak umiała tłumaczyć, że się łacne zdały… “.

Pisarze życiorysów Teresy Izabeli – poczynając od jej ojca stwierdzają zgodnie, że była nie tylko grzeczną i dla wszystkich miłą, ale i nadzwyczaj urodziwą dziewczyną: twarz miała piękną, “wzrost, kształt i stan” w doskonałych proporcjach, chód równy i nosiła się prosto. Swoją urodą zwracała ogólną uwagę; “w gładkości pierwsze i urodzie miejsce miała”, a w niedługim czasie wieść o tym dotarła do Warszawy.

Wychowana w skromności obyczajów najpierw w domu rodzinnym, a później u Sakramentek w Warszawie, nie myślała o zamążpójściu, lecz zapragnęła poświęcić się w sposób szczególny Bogu. Pociągało ją życie zakonne, które poznała bliżej podczas pobytu w Warszawie, ale do klasztoru na razie wstępować nie zamierzała. Jak się zdaje, zasadniczą przeszkodą w tym przedsięwzięciu był silny związek z rodziną. Była zbyt delikatna, nie chciała swym odejściem ranić niczyjego serca, a tym bardziej być mimowolną przyczyną żalu i łez. Postanowiła więc swoich najbliższych na tę chwilę odpowiednio przygotować, a to wymagało dłuższego czasu. Z drugiej jednak strony szczera i gorąca pobożność pobudzała ją do podjęcia dla Boga, któremu pragnęła służyć całym sercem i duszą, jak najlepszej ofiary. Miała zatem o czym myśleć i rzeczywiście zastanawiała się wiele nad swoją przyszłością.

Kościół miała na miejscu, w Chorzelowie, położony od dworu w odległości około 1 km. Wprawdzie nie był on w tym czasie kościołem parafialnym, lecz tylko wikariatem, mieszkał przy nim kapłan, który bodaj codziennie odprawiał nabożeństwa. Teresa Izabela brała w nich udział nie tylko w niedziele, ale często także w dni powszednie. Ponadto od czasu do czasu wyjeżdżała z rodzicami i braćmi do pobliskiego Mielca, gdzie było kilka kościołów. Na większe uroczystości wyjeżdżała z rodziną do oddalonego około 50 km Sandomierza, najczęściej do klasztoru Franciszkanów-Reformatów, z którymi rodzina Morsztynów pozostawała w dużej przyjaźni. Okazją ku temu były m.in. franciszkańskie odpusty, których w roku przypadało kilka, a także uroczystość św. Józefa, patrona kościoła. Morsztynowie należeli do głównych dobrodziejów klasztoru; wspierali zakonników swoimi ofiarami przy różnych okazjach. Dla Teresy Izabeli każdy taki, przynajmniej kilkudniowy wyjazd, oprócz dużego urozmaicenia w życiu codziennym, przynosił duże korzyści duchowe płynące z uczestnictwa w uroczystych nabożeństwach, intensywnej modlitwy i Sakramentów św.

Morsztynów z Reformatami łączyła jeszcze osoba Marcelina Morsztyna, syna początkowo ariańskich rodziców z Raciborska w pobliżu Wieliczki, a później nawróconych na wiarę katolicką. Marcelin Morsztyn w wieku lat 17 wstąpił do Reformatów i wyświęcony na kapłana mieszkał w Sandomierzu, gdzie też przedwczesna śmierć w wieku lat 33 przerwała 18 II 1693 r. nić jego pobożnego życia. Niektórzy przypisują mu nawet odegranie znacznej roli w życiu duchowym Teresy Izabeli, jakkolwiek zarówno jej wiek, jak wczesny zgon o. Marcelina raczej nie pozwalają wysuwać w tych sprawach nazbyt daleko idących wniosków. Reformaci z klasztoru sandomierskiego odwiedzali również Morsztynów w Chorzelowie przy różnych okazjach, jak np. przy rozwożeniu po okolicznych dworach i osobliwych dobrodziejach wigilijnych opłatków.

Prowadząc taki tryb życia, oscylujący niejako między domem rodzinnym a kościołem, Teresa Izabela doszła do lat osiemnastu. Rodzice wpatrzeni w swoją jedynaczkę snuli ojej przyszłości dalekosiężne plany. Podstawę dla nich stanowił dostatek materialny, wzrastająca w społeczeństwie pozycja ojca i uroda Teresy Izabeli. Ojciec kochał ją bardzo i jakkolwiek nie spieszył się z wydaniem jej za mąż, myślał o odpowiedniej dla niej partii, a mianowicie o wprowadzeniu jej do jakiegoś arystokratycznego rodu, który by podniósł o nowy szczebel rodzinę Morsztynów, a córce zapewnił na zawsze dobrobyt materialny. Ani przez myśl mu nie przyszło, że w niedługim czasie utraci swoją ukochaną córkę, że – jak sam wyzna: “miasto łożnice, miasto bogatych strojów, da (jej) dwie tarcice”.

Choroba i śmierć

W pierwszych dniach sierpnia 1698 r. Teresa Izabela zachorowała. Po prawie trzech wiekach nie sposób zorientować się jaka była przyczyna choroby, nie zanotowano bowiem jej nazwy, ani objawów. Należy przypuszczać, iż była to jedna z chorób zakaźnych, na którą w przeszłości zapadało wiele osób przez kontakt z chorymi, względnie zakażoną wodę, jak cholera, czerwonka, dur brzuszny, szkarlatyna itp. W każdym razie, zasięg choroby był lokalny; być może, że pojawiła się tylko na dworze chorzelowskim, przebieg jej był jednak ostry i wyniszczający.

O. Jaroszewicz, niewiele młodszy od Teresy Izabeli i dobrze zorientowany w sprawach rodziny Morsztynów, podaje, że zaraz na początku choroby Teresa Izabela nabrała przekonania, że już z niej nie wyjdzie i dlatego prosiła o sprowadzenie z Sandomierza zakonników dla ostatniej duchowej posługi. Życzenie jej spełniono i wnet przybyło do Chorzelowa dwóch zakonników z klasztoru św. Józefa – jeden dla posługi kapłańskiej, a drugi jako jego towarzysz, tak to wówczas praktykowano u reformatów. Na ręce spowiednika, którego nazwiska nie zanotowano, złożyła Morsztynówna ślub dozgonnej czystości i wstąpienia do zakonu, jeśli powróci do zdrowia. W ten sposób jeszcze raz i w formie bardziej uroczystej potwierdziła to, co prywatnie uczyniła już dawniej. Zmarła w uroczystość Wniebowzięcia Matki Boskiej, co w oczach wierzących posiadało i ma nadal swoją głęboką wymowę.

Niewypowiedziany żal ogarnął rodziców po stracie ukochanej jedynaczki; płakali też z powodu jej śmierci wszyscy mieszkańcy chorzelowskiego dworu oraz ci, którzy znali ją bliżej; cieszyła się bowiem powszechną sympatią otoczenia. Zgodnie z wolą Teresy Izabeli przewieziono jej ciało do Sandomierza i tam 22 sierpnia złożono z wielką okazałością w  podziemiach reformackiego kościoła. Spoczęła w bogatej trumnie, ubrana w białą suknię, płaszcz, rękawiczki i pantofle, z włosami splecionymi w warkocz i okolonymi przepaską.

Gdy rodzice nie odetchnęli jeszcze po śmierci Teresy Izabeli, spadło na nich nowe nieszczęście: 2 września tegoż roku zmarł w wieku 22 lat starszy syn Jan Kazimierz, pułkownik Gwardii Królewskiej, którego “kochał król, kochali i kawalerowie”. Należy przyjąć, że przyczyną jego zgonu była podobna choroba, która przed dwoma tygodniami zabrała Teresę Izabelę. Jego ciało pochowano w krakowskim kościele Franciszkanów-Reformatów, gdzie po dzień dzisiejszy widnieje na ścianie okazały nagrobek. Natomiast epitafium Teresy Izabeli, fundowane przez ojca w sandomierskim kościele reformatów, zostało częściowo zniszczone przy pożarze tegoż kościoła w 1809 r.

Swój smutek z powodu śmierci córki i syna wyraził Stanisław Morsztyn w poemacie, pt. “Smutne żale po utraconych dzieciach”, wydane jeszcze w tym samym roku (1698) w Krakowie w oficynie M. Schedla, a po raz drugi w r. 1704 u warszawskich pijarów. W r. 1702 Morsztyn fundował w Chorzelowie szpital, czyli dom opieki dla 18 ubogich, zapisując na ten cel 20.000 zł.

Rodzice Teresy Izabeli zostali pochowani – zgodnie z życzeniem – obok swojej córki. Zmarli w r. 1719: ojciec 2 marca i pochowany 15 kwietnia, a matka 30 grudnia i pochowana 2 marca 1720 r. w stroju zakonnym – zapewne franciszkańskiej tercjarki. Natomiast Antoni Andrzej, młodszy syn Morsztynów, osiągnął godność wojewody inflandzkiego i zmarł w r. 1735 w Królewcu jako zwolennik króla Stanisława Leszczyńskiego.

Opinia świętości

Już w r. 1716 na prośbę rodziców otworzono trumnę Teresy Izabeli i okazało się – jak zapisano – że ciało jej było “zupełnie całe i bynajmniej nieskażone”. Po raz drugi otworzono trumnę po dalszych 18 latach, tj. w r. 1734, i wówczas także ciało jej “widziane było w tejże całości i białości”. Kilka lat później, w r. 1742, gdy trumna z upływem lat już się rozsypywała, z polecenia prowincjała Stefana Horodyńskiego dano nową trumnę, a przełożone do niej ciało Teresy Izabeli znów “całe i nieskażone znaleziono; dla czego w wielkiej uczciwości i opinii świątobliwości u wszystkich jest ta przezacna i pobożna panna, a Pan Bóg i tem zachowaniem ciała jej w całości pokazuje, jako mu się niewinna jej dusza podobała”. Później zaglądano do trumny jeszcze w r. 1784, a kronikarz zanotował: “podziwialiśmy ciało tej pobożnej dziewicy całkiem nieuszkodzone i to stwierdziliśmy własnymi rękami”.

Obecny stan zwłok jest taki, jak je opisał w r. 1938 ks. Antoni Rewera, proboszcz parafii utworzonej w r. 1934 przy poreformackim kościele: “Całość ciała nie uległa zepsuciu, teraz jedynie szczerniało i koniec nosa uszkodzony, rysy uległy zmianie o tyle, że straciły swą dawną delikatność, pod rękawiczką kolor ciała naturalny”.

W ciągu prawie 300 lat, jakie nas dzielą od śmierci Teresy Izabeli Morsztynówny, ukazało się szereg jej życiorysów. Najważniejszy z nich – nie licząc poetyckiego życiorysu jej ojca – wyszedł spod pióra o. Floriana Jaroszewicza w jego dziele pt. “Matka, Świętych Polska”, wydanym w Krakowie w 1767 r., a wznowionym jeszcze dwukrotnie w XIX w. Na życiorysie Jaroszewicza opierają się wszystkie następne, jakie ukazały się w XIX i XX w.

Na osobliwą uwagę zasługuje w tych sprawach osoba sługi Bożego ks. Antoniego Rewery, gorliwego duszpasterza, profesora, wicerektora i ojca duchownego Seminarium Duchownego w Sandomierzu, prałata Kapituły Sandomierskiej i założyciela żeńskiego zgromadzenia zakonnego – Córek św. Franciszka, ofiary obozu w Oświęcimiu, a następnie w Dachau, gdzie zmarł 1 X 1942 roku. Podjął on wiele wysiłków dla rozpowszechnienia kultu Teresy Izabeli. W tym celu napisał jej życiorys, pt. “Zbudźmy Teresę Morsztynównę – Perłę Ziemi Sandomierskiej”, wydany drukiem w 1938 r. w pięciu numerach tygodnika sandomierskiego “Siewca Prawdy”, co w dziesięć lat później (r. 1948) wydano tamże w postaci broszury pod tym samym tytułem. Natomiast dewocyjna broszurka ks. Józefa Rokosznego: “Teresa Izabela Morsztynówna”, wydana mniej więcej w tym samym czasie przez ZNICZ (Warszawa – Pruszków), powtarza dosłownie co tenże autor podał już wcześniej w popularnym opracowaniu “Święte pamiątki Sandomierza”, Warszawa 1902, s. 55-59.

Przy szkicowaniu niniejszego życiorysu starałem się sięgnąć do wszystkich dostępnych mi źródeł, by podać jak najwięcej konkretnych faktów i tym samym ukazać jej postać w sposób bardziej wierny, chociaż wiadomo, że wszystkie szlachetne uczucia i dążenia, całe bogactwo religijnych przeżyć Teresy Izabeli były zakryte przed wzrokiem ludzkim.

Teresa Izabela Morsztynówna cieszy się nadal dużym kultem. Grób jej nawiedza codziennie wiele osób, nierzadko – przy rozwiniętej obecnie turystyce i ogólnej rewaloryzacji zabytkowych obiektów Sandomierza – z dalekich stron, a nawet z zagranicy.

Odwiedzający – jak przed kilku laty sam mogłem to zaobserwować – modlą się w skupieniu przy jej trumnie.

Świątobliwej córce Morsztynów przedkładają swoje potrzeby i troski, ufając w szczególną skuteczność jej wstawiennictwa u Boga.

 O. Jan Pasiecznik OFM, Teresa Izabela Morsztynówna (1680-1698), Wydawnictwo Diecezjalne Sandomierz 1998. 

 

Modlitwa o beatyfikację Teresy Izabeli Morsztynówny

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu… dodając westchnienie: O Boskie Serce Jezusowe, błagam Cię o beatyfikację Świątobliwej Teresy Izabeli.

 Źródła:

http://www.swietyjozef.sandomierz.opoka.org.pl/teresa.htm

http://mtrojnar.rzeszow.opoka.org.pl/teresa_morsztynowna/

 

Ciało Teresy Izabeli Morsztynówny w podziemiach kościoła św. Józefa w Sandomierzu, 12 sierpnia 2014 r.

Fot. Renata Kwiatkowska

 

Poleć innym!

  • Facebook
  • Twitter
  • Delicious
  • LinkedIn
  • StumbleUpon
  • Add to favorites
  • Email
  • RSS

Dyskusja

Tagi:
Email
Print
WP Socializer Aakash Web