Mija 30 lat od zamordowania ks. Jerzego. A my nadal wiemy niewiele o tej zbrodni ponad daty uprowadzenia i wyłowienia zwłok

19 października 2014 07:07Komentowanie nie jest możliweViews: 168

Jaromir Kwiatkowski ●

grób ks. jerzegoDziałalność ks. Jerzego Popiełuszki zacząłem uważniej śledzić od czasu Jego przesłuchania w warszawskiej prokuraturze w grudniu 1983 r. Pamiętam jak dziś, że wiadomość o przesłuchaniu kapelana “Solidarności” przyniósł Jerzy Rudolf, nieżyjący już aktor Teatru im. Wandy Siemaszkowej i opozycjonista, z którym w gronie młodzieży przygotowywaliśmy program artystyczny na mające nastąpić za kilka dni poświęcenie kościoła Matki Bożej Saletyńskiej w Rzeszowie. Później obserwowałem, jak powoli zaciska się wokół ks. Jerzego esbecka pętla, ale nie przypuszczałem, że PRL-owski system represji posunie się do zamordowania odważnego kapłana. Ta zbrodnia była ostatnim, równie ważnym jak wprowadzenie stanu wojennego czy wcześniejszy karnawał “Solidarności”, elementem mojej przyspieszonej edukacji politycznej, a refleksje na kanwie procesu morderców ks. Jerzego w Toruniu (po latach brzmią może nieco naiwnie) – jednym z pierwszych artykułów, jakie napisałem współpracując w latach 1984-86 z jednym z tytułów prasy podziemnej.

Ale już wtedy postawiłem tezę, która nie straciła nic ze swej aktualności: że – biorąc pod uwagę metody, formy i praktykę działania MSW – tylko naiwny może uwierzyć, że “góra urodziła Pietruszkę”, czyli że płk Adam Pietruszka jest ostatnim – poza trzema porywaczami – ogniwem, które stało za tą zbrodnią. Uważałem, że jej źródło jest położone znacznie wyżej.

Teorie alternatywne

Od tamtej pory mija właśnie 30 lat, a my – mimo wysiłków prowadzonych już w III RP przez prokuratora Andrzeja Witkowskiego, któremu w dziwnych okolicznościach śledztwo w sprawie śmierci ks. Jerzego odbierano, mimo śledztwa prowadzonego przez IPN – nadal oficjalnie nie wiemy, kto był inspiratorem tej zbrodni.

Dziennikarz śledczy Wojciech Sumliński w kolejnych książkach (ostatnia, z tego roku, to “Lobotomia 3.0″) snuje teorie alternatywne, w myśl których ks. Jerzy nie musiał zginąć od razu 19 października 1984 r., ale w jednym z dni od 19 do 25 października, był wcześniej torturowany i nakłaniany do współpracy przez inną niż Piotrowski, Chmielewski i Pękala grupę oprawców, a zginął, bo był przeszkodą dla właśnie rozpoczętych prób dogadania się komunistów z częścią opozycji. Sumliński widzi w zbrodni na ks. Jerzym “mord założycielski” III RP.

Inną teorię alternatywną, rozwijał – jeszcze w latach 90. XX w. – Krzysztof Kąkolewski w swej książce “Popiełuszko, Będziesz ukrzyżowany”. Dla mistrza literatury faktu śmierć ks. Jerzego była elementem szerszego planu polskich i radzieckich służb specjalnych, zmierzającego do zlikwidowania Kościoła w Polsce.

Święty nie tylko na polską miarę

Teorie te – z powodów, których możemy się domyślać – jakoś słabo przebijały się dotąd do świadomości publicznej. Chciałbym do nich jeszcze wrócić w “Dzienniku Parafialnym” w najbliższych dniach. Dziś poprzestańmy na prostym stwierdzeniu: nie znamy podstawowych faktów odnośnie do tej zbrodni, poza datami porwania i wyłowienia zwłok zamordowanego kapłana. I jeżeli jest prawdą to, co piszą Sumliński i Kąkolewski, to prawda o tej zbrodni może zostać “zabetonowana” na dziesięciolecia.

Lecz przy okazji 30. rocznicy śmierci kapelana “Solidarności” chciałbym rzucić jeszcze jedną myśl. Ks. Jerzy został beatyfikowany jako męczennik komunizmu, a zatem odbiera cześć w Kościele lokalnym – polskim. I, przyznaję, sądziłem, że na tym się skończy, bowiem nawet tak okrutna śmierć z rąk przedstawicieli sytemu, który zniewolił pół świata, ale jednak nie świat zachodni, wydała mi się niewystarczającą podstawą do tego, by ks. Jerzy został ogłoszony świętym i odbierał cześć w całym Kościele Powszechnym.  Tym bardziej, że – jak sądzę – Zachód do końca doświadczenia komunizmu nie rozumie i nie chce zrozumieć.

Te rozważania jednak biorą w łeb po ujawnieniu faktu, że ks. Jerzy mógł być sprawcą uzdrowienia 56-letniego Francuza, Francoisa Audelana, z nietypowej przewlekłej białaczki szpikowej. Miało to miejsce 14 września 2012 r., a więc w dzień urodzin kapelana “Solidarności” i już po Jego beatyfikacji w czerwcu 2010 r. Rozpoczęła pracę specjalna kościelna komisja, która ma zbadać ten przypadek. Gdyby okazało się, że to rzeczywiście cud za sprawą ks. Jerzego, otwarta zostałaby droga do ogłoszenia Go świętym. Byłby kanonizowany jako wyznawca, a fakt, że cud uzdrowienia dotyczyłby nie Polaka, ale Francuza, byłby potwierdzeniem znaczenia ks. Jerzego już nie tylko dla Kościoła w Polsce, ale dla całego Kościoła Powszechnego.

Pozostaje nam gorąco się o to modlić.

Na zdjęciu: grób błogosławionego ks. Jerzego przy kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie.

Fot. Jaromir Kwiatkowski

Poleć innym!

  • Facebook
  • Twitter
  • Delicious
  • LinkedIn
  • StumbleUpon
  • Add to favorites
  • Email
  • RSS

Dyskusja

Tagi:
Email
Print
WP Socializer Aakash Web