List do Hebrajczyków o wartości cierpienia. Podsumowanie rozważań

2 kwietnia 2014 15:07Komentowanie nie jest możliweViews: 687

Paweł Pomianek ●

W ostatnim już rozważaniu nad Listem do Hebrajczyków zajmiemy się jeszcze raz fragmentem rozdziału 12, celowo nieco pominiętym w poprzednim rozważaniu, a dotyczącym wartości cierpienia, oraz podsumujemy nasze rozważania, odwołując się w tym celu do programu życia chrześcijańskiego, jaki formułuje autor natchniony w rozdziale 13.

Wartość cierpienia

Gdy czytamy rozdział 12 Listu do Hebrajczyków, wersety od 1 do 11, to możemy powiedzieć, że zawiera on całościową naukę chrześcijańską o cierpieniu, że właściwie potem, przez wieki, Kościół nie musiał już tej nauki rozwijać, ale jedynie ją interpretować i pogłębiać.

Jak zwróciłem uwagę w poprzednim rozważaniu, naśladowanie Chrystusa, Jego cierpienia, jest dla adresatów Listu czwartą, ostatnią zachętą do wytrwałości w wierze. Dlatego właśnie fragment, który mamy rozważać, rozpoczyna się, nawiązując jeszcze do świadectw męczenników Starego Testamentu, których przywołano w rozdziale 11:

I my zatem mając dokoła siebie takie mnóstwo świadków, odłożywszy wszelki ciężar, a przede wszystkim grzech, który nas łatwo zwodzi, winniśmy wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na [jego] hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Boga. Zastanawiajcie się więc nad Tym, który ze strony grzeszników taką wielką wycierpiał wrogość przeciw sobie, abyście nie ustawali, złamani na duchu (12,1-3).

Autor natchniony pisze do wspólnoty, której członkowie cierpią nieraz prześladowania, zwłaszcza ze strony Synagogi. W tym kontekście cierpienie Chrystusa jest też dla nich tym, co podnosi na duchu, daje siłę do znoszenia własnego cierpienia. Jeśli jednak chcemy na ten fragment popatrzeć, poszukując walorów cierpienia, to możemy sformułować pierwszy wniosek następująco: cierpienie posiada wartość ponieważ cierpiąc, naśladujemy Chrystusa.

Przy czym już w tym fragmencie mamy od razu drugi aspekt dotyczący wartości cierpienia. Chrystus przecierpiał krzyż, nie bacząc na [jego] hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Boga. Pokorne znoszenie cierpienia prowadzi ostatecznie do Bożej nagrody.

Dalej pisze autor natchniony, nawiązując do Księgi Przysłów:

Jeszcze nie opieraliście się aż do przelewu krwi, walcząc przeciw grzechowi, a zapomnieliście o upomnieniu, z jakim się zwraca do was, jako do synów:

Synu mój, nie lekceważ karania Pana,
nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza.
Bo kogo miłuje Pan, tego karze,
chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje
(12,4-6).

To szalenie intrygujący urywek, który przypomina wiarę, jaka rodziła się już u końca czasów powstawania Starego Testamentu, że niekiedy cierpienie jest znakiem szczególnej bliskości Boga. Ale kolejne wersety, będące rozwinięciem tego, co napisano powyżej, przekonują nas, że chodzi tutaj o jeszcze jeden walor cierpienia.

Trwajcież w karności! Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił? Jeśli jesteście bez karania, którego uczestnikami stali się wszyscy, nie jesteście synami, ale dziećmi nieprawymi. Zresztą, jeśliśmy cenili i szanowali ojców naszych według ciała, mimo że nas karcili, czyż nie bardziej winniśmy posłuszeństwo Ojcu dusz, a żyć będziemy? Tamci karcili nas według swej woli na czas znikomych dni. Ten zaś czyni to dla naszego dobra, aby nas uczynić uczestnikami swojej świętości. Wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości (12,7-11).

Cierpienie jest nie tylko znakiem tego, że jesteśmy Bogu szczególnie bliscy, szczególnie drodzy, że jesteśmy Jego dziećmi. To powiedziano już we fragmencie przytoczonym wyżej, a tutaj nieco pogłębiono. W tych wersetach znajdujemy jeszcze jedną szalenie istotną zaletę cierpienia: Wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości. Cierpienie hartuje ducha. Ci, którzy nie cierpią – może się okazać – nie są synami, ale dziećmi nieprawymi.

To niezwykle intrygujące fragmenty, bo my, w swoim ograniczeniu, zwykliśmy traktować cierpienie jako zło, odrzucać je. I jeśli istnieją do tego moralne środki, mamy jak najbardziej prawo to robić, o czym Kościół jednoznacznie naucza. Warto jednak pamiętać, że wielcy święci nie unikali cierpienia, oni wielokrotnie go łaknęli, bo wiedzieli, że ma ono przed Panem szczególną wartość. Człowiek cierpiący jest szczególnie blisko Boga, o czym tak pięknie pisał w liście apostolskim Salvifici doloris papież Jan Paweł II.

Fragment o tym, że ci, którzy nie cierpią, stają się dziećmi nieprawymi, może być też dla nas przypomnieniem, że chrześcijanin żyje zawsze w pewnym odrzuceniu ze strony świata. Że nie da się iść na wszystkie kompromisy, utrzymywać ze wszystkimi wzorcowych relacji, że autentyczne, pełne wyznawanie wiary przemieniające życie – prowadzi zawsze do konfliktu z otaczającym światem, a tym samym prowadzi do cierpienia. W tym kontekście zawsze warto z pewnym dystansem patrzeć na tych księży czy hierarchów, którzy są chwaleni i lubiani przez media, na co dzień zdecydowanie wyśmiewające nauczanie Kościoła. Zazwyczaj oznacza to bowiem tyle, że poszli na zbyt daleko idące kompromisy. Choć bywa i tak, że media zachwycą się autentycznym, nieobłudnym świadectwem wiary. Potrzeba tutaj czujności, ale warto powstrzymać się od ferowania nazbyt szybko ostrych wyroków.

I jeszcze jedna kwestia w kontekście powyższego słowa. Nie lekceważyłbym go także jako ważnej lekcji w odniesieniu do wychowania. W tym krótkim fragmencie jest wiele cennych sugestii: rodzice, jeśli kochają swoje dzieci i chcą, by wyrosły na prawych ludzi, nie powinni rezygnować z karania. Jednocześnie: rodzice mają pokusę, by karać według swej woli, pod wpływem impulsu, niekiedy niesłusznie; tymczasem wzorem ma być dla nas Bóg, który karcąc, patrzy zawsze nade wszystko na dobro swego dziecka. Inna ważna rzecz to obowiązek posłuszeństwa dzieci wobec rodziców – w kulturze, w której powstawał List, tak bardzo naturalny, a dziś tak bardzo odrzucany, że nie rozumiemy już nie tylko konieczności posłuszeństwa wobec kogokolwiek na ziemi, ale nawet posłuszeństwa wobec Boga, bo my przecież wiemy lepiej. I stąd bardzo wiele naszych problemów.

Podsumowanie – program życia chrześcijańskiego

List do Hebrajczyków, jak zauważyli zapewne wszyscy ci, którzy to pismo przeczytali, jak i ci, którzy czytali jedynie nasze rozważania lub wybrane spośród nich, zawiera głęboką teologię, jest pismem skupionym wokół wątków teologicznych. A jednak w końcówce Listu, o czym mówimy już w drugim z rzędu rozważaniu, autor formułuje liczne wnioski odnoszące się do postaw odbiorców. Pokazuje, że prawdy wiary zawsze prowadzą do konkretnych postaw i wyborów. Że z teologii zawsze można wyciągnąć życiowe wnioski.

Można powiedzieć, że jeszcze głębiej w temat wchodzi autor natchniony w rozdziale 13, ostatnim rozdziale Listu. W pierwszej perykopie tego rozdziału formułuje on bowiem bardzo zwarty i konkretny program życia chrześcijańskiego.

Jeśli przeszliśmy przez cały list, uczciwie rozważając poszczególne treści, poszukując zamysłu autora natchnionego, i jeśli chcemy zachować tę wierność Pismu do końca, to właśnie na przedstawieniu tego programu życia chrześcijańskiego, który wypływa z treści Listu, musimy zakończyć nasze rozważania.

Program jest sformułowany tak bezpośrednio, że aby pomóc w jego percypowaniu, wypada jedynie wyodrębnić i wypunktować poszczególne zalecenia, by wybrzmiały one bardziej jednoznacznie. Oto zadania chrześcijanina wypływające z treści Listu do Hebrajczyków:

  • Braterska miłość. Niech trwa braterska miłość (13,1).
  • Gościnność. Nie zapominajmy też o gościnności, gdyż przez nią niektórzy, nie wiedząc, aniołom dali gościnę (13,2).
  • Wspieranie więźniów i cierpiących. Pamiętajcie o uwięzionych, jakbyście byli sami uwięzieni, i o tych, co cierpią, bo i sami jesteście w ciele (13,3).
  • Czystość małżeńska i zachowywanie szóstego przykazania Dekalogu. We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane, gdyż rozpustników i cudzołożników osądzi Bóg (13,4).
  • Wolność od chciwości i zaufanie Bogu w aspekcie posiadania dóbr materialnych. Postępowanie wasze niech będzie wolne od chciwości na pieniądze: zadowalajcie się tym, co macie. Sam bowiem powiedział: Nie opuszczę cię ani pozostawię (13,5).
  • Pamięć o przełożonych, szacunek względem nich; naśladowanie w tym co szczególnie godne. Pamiętajcie o swych przełożonych, którzy głosili wam słowo Boże, i rozpamiętując koniec ich życia, naśladujcie ich wiarę! (13,7).
  • Szacunek względem chrześcijańskiej liturgii. Mamy ołtarz, z którego nie mają prawa spożywać ci, którzy służą przybytkowi (13,11).
  • Gotowość na męczeństwo. Dawanie świadectwa wiary. Również i my wyjdźmy do Niego poza obóz, dzieląc z Nim Jego urągania. Nie mamy tutaj trwałego miasta, ale szukamy tego, które ma przyjść. Przez Niego więc składajmy Bogu ofiarę czci ustawicznie, to jest owoc warg, które wyznają Jego imię (13,13-15).
  • Dobroczynność. Budowanie i utrzymywanie więzi między sobą. Nie zapominajcie o dobroczynności i wzajemnej więzi, gdyż cieszy się Bóg takimi ofiarami (13,16).
  • Pełne radości posłuszeństwo przełożonym. Bądźcie posłuszni waszym przełożonym i bądźcie im ulegli, ponieważ oni czuwają nad duszami waszymi i muszą zdać sprawę z tego. Niech to czynią z radością, a nie ze smutkiem, bo to nie byłoby dla was korzystne (13,17).

Jedno z zadań nałożonych na odbiorców przez autora natchnionego zostawiłem na koniec. Wydaje mi się ono bowiem szczególnie trudne do wypełnienia dziś, dlatego chciałbym je pozostawić tutaj, na końcu, jako również moje osobiste, ostatnie przesłanie dla Czytelników cyklu moich rozważań. Warto zauważyć, że już wtedy, gdy powstawał List, istniało poczucie konieczności zachowania czystości wiary. Że to nie zrodziło się gdzieś w ciągu wieków, gdy Kościół uzyskał wpływy i władzę świecką. Że nie jest to fanaberia konserwatywnej części Kościoła. To szalenie ważne i delikatne zadanie stawia przed nami już Nowy Testament, a w Liście do Hebrajczyków sformułowane jest ono następująco:

Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki. Nie dajcie się uwieść różnym i obcym naukom, dobrze bowiem jest wzmacniać serce łaską, a nie pokarmami, które nie przynoszą korzyści tym, co się o nie ubiegają (13,8-9).

————–
Paweł Pomianek – świecki teolog, publicysta, filolog polski. Stale publikuje w Dzienniku Parafialnym. Mąż Anny, tato niespełna pięcioletniej Juleczki i półtorarocznego Piotrusia.

Poleć innym!

  • Facebook
  • Twitter
  • Delicious
  • LinkedIn
  • StumbleUpon
  • Add to favorites
  • Email
  • RSS

Dyskusja

Tagi:
Email
Print
WP Socializer Aakash Web