Kłóć się i kochaj

8 stycznia 2012 12:20Komentowanie nie jest możliweViews: 225

Krzysztof Pilch ▼

Warto kłócić się, gdy trzeba, pamiętając jednocześnie o tym, że nawet jeśli współmałżonek nas bardzo denerwuje, rozdrażnia i sprawia, że ma się go w danym momencie dość, nie oznacza to, iż przestało się go kochać.

Chyba nie ma małżeństw, które się nie kłócą, choć zapewne są małżeństwa, które starają się nie rozmawiać o drażliwych sprawach. Tyle że te ostatnie, choć może kłócą się rzadziej, mimowolnie pozwalają, by brak szczerości oddalał ich od siebie. Zresztą nawarstwiające się niedomówienia, nieporuszone problemy, zduszone w sobie emocje, prędzej czy później nawarstwiają się i wybuchają. A taki wybuch może być dużo bardziej niszczący niż zwykła kłótnia. Dlatego warto kłócić się, gdy trzeba, pamiętając jednocześnie o tym, że nawet jeśli współmałżonek nas bardzo denerwuje, rozdrażnia i sprawia, iż ma się go w danym momencie dość, nie oznacza to, że przestało się go kochać.

Rozum, wola i emocje

Przysięgając sobie dozgonną miłość, mąż i żona podjęli decyzję, która nie powinna być zależna od emocji, bo te, nawet jeśli są gwałtowne i intensywne, prędzej czy później mijają. Nieraz przecież, gdy minie trochę czasu po kłótni pełnej negatywnych uczuć, nie można sobie przypomnieć, o co tak naprawdę poszło. Tak więc, mimo że to trudne, należy starać się również w trakcie kłótni o tym pamiętać i powściągać emocje.

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Prawdą jest, że jedni potrafią skutecznie podporządkować woli i rozumowi gniew, frustrację, poczucie krzywdy itp., a innym wychodzi to gorzej. Z drugiej jednak strony, jak pisze św. Paweł, „moc w słabości się doskonali”. Im częściej i więcej ktoś stara się panować nad sobą, tym szybciej pojawią się wymierne efekty. Dzięki temu łatwiej jest w trakcie kłótni nie ranić drugiej osoby niepotrzebnymi słowami, często zupełnie niezwiązanymi z przedmiotem sporu.

Nie zgadzaj się, lecz nie rań

Nie ma nic złego w różnicy zdań między małżonkami, ale jest wiele złego w próbie odegrania się na sobie podczas kłótni. Gdy pozwoli się złości tak bardzo zapanować nad sobą, że chce się tej drugiej osobie po prostu dociąć, zranić ją, często jest to wynikiem tego, że sami czujemy się skrzywdzeni i zranieni.

Tak więc istotne jest, by starać się raczej mniej powiedzieć niż powiedzieć za dużo i by to co mówimy, rzeczywiście dotyczyło istoty kłótni. Z drugiej strony jeśli współmałżonek nie zapanuje nad sobą i powie coś, co nas zrani, pamiętajmy, że potrzebny jest dystans do tego, co słyszymy w czasie kłótni. Gwałtowne emocje potrafią sprawić, ze ktoś powie coś, czego tak naprawdę nie myśli.

Gniewajcie się ale nie grzeszcie…

Czegokolwiek by kłótnia nie dotyczyła, kiedyś się skończy. I wtedy dobrze jest dać sobie trochę czasu na ochłonięcie. Pomocne jest wprowadzenie zasady, według której zarówno mąż, jak i żona po każdej kłótni nie czekają na ruch drugiej strony, lecz dążą do pojednania, do spokojnej rozmowy na temat, którego dotyczyła kłótnia. Czasami dobrze jest wyrzucić z siebie to wszystko, co człowiek dusi w sobie, rzadko jednak udaje się w ten sposób rozwiązać jakiś problem. Dlatego konsekwencją kłótni nie powinna być namiastka pojednania w postaci udawania, że nic się nie stało, ale spokojna, rzeczowa rozmowa o swoich uczuciach przed i w trakcie kłótni oraz o problemie, który ją spowodował. Pomocą może tu być stosowanie zasady domniemania niewinności – czyli niepodejrzewania współmałżonka o złą wolę, ale założenie, że chciał dobrze i być może to my źle zinterpretowaliśmy jego słowa i działania.

Św. Paweł napisał „gniewajcie się, a nie grzeszcie: niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce!” (Ef 4,26). Parafrazując te słowa, można powiedzieć, że małżonkowie nie powinni położyć się spać, dopóki nie dojdzie między nimi do pojednania. Dodatkową motywacją do pojednania może być zwyczaj modlenia się wspólnie wieczorem modlitwą „Ojcze nasz”. Modlenia się, czyli traktowanie wypowiadanych słów na serio, uczynienia ich swoimi słowami. Prośba „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” nie może być wypowiedziana bez pojednania ze współmałżonkiem, inaczej bowiem staje się oskarżeniem w stosunku do samego siebie i prośbą do Ojca o nieprzebaczenie.

Kłótnie wcale nie muszą oddziaływać negatywnie na więź między małżonkami, pod warunkiem, że oboje ze wszystkich sił postarają się stosować wymienione wyżej zasady. Co więcej, spory mogą być motywacją do tego, by w końcu porozmawiać ze sobą szczerze o trudnych sprawach i oczyszczać atmosferę z wszelkich niedomówień. Na koniec dnia każdy spór dobrze jest powierzyć temu, którego prorok Izajasz nazywa „Księciem Pokoju”.

A jeśli nie potrafimy sami się pojednać, to u Niego trzeba szukać pomocy. Jeśli mąż i żona nie potrafią zasiąść do spokojnej rozmowy, to niech początkiem będzie rozmowa o tym, co się dzieje w sercu każdego z nich z Panem Bogiem w obecności współmałżonka. Niech to jednak nie będzie przedłużenie kłótni, ale raczej wstęp do pojednania. Czasami łatwiej jest opanować swoje emocje, zwracając się do Boga ze świadomością, że druga osoba słysz słowa, które wypowiadamy, niż mówić bezpośrednio do niej.

Niech więc nauka kłócenia się z miłością będzie przede wszystkim nauką panowania nad swoimi emocjami i językiem, mówienia o swoich uczuciach, nauką rzeczowej rozmowy o problemach i przede wszystkim – przebaczania.

Zdjęcie główne: Photoxpress.com.

————–
Krzysztof Pilch – teolog, pedagog. Autor książki “Zawód: Tata”, artykułów z dziedziny wychowania i nie tylko, recenzji. Na co dzień pracuje jako nauczyciel i copywriter (zobacz więcej).


Poleć innym!

  • Facebook
  • Twitter
  • Delicious
  • LinkedIn
  • StumbleUpon
  • Add to favorites
  • Email
  • RSS

Dyskusja

Tagi:
Email
Print