Nowy dom na studiach? Wybór akademika

7 października 2011 18:36Komentowanie nie jest możliweViews: 925

Łukasz Zając ▼

Gdy nasze dzieci rozpoczynają już studia i wyjeżdżają do nowego miasta, pojawia się kwestia mieszkania w akademiku. Młody student w Polsce nie ma dużego wyboru co do akademików. Często trafia w miejsca z utrwaloną „tradycją” i zastanym stylem życia. Na ile będzie to dla niego akademia wolności, a na ile obóz przetrwania? W dużej mierze zależy to od wyboru dobrego akademika. Mnie udało się natrafić na bardzo dobry.

Miejsca dla studentów zapewniają w przypadku części potrzeb – uczelnie. Są to zazwyczaj akademiki „mieszane”, czyli dla studentek i studentów, ze wspólnym zakwaterowaniem i infrastrukturą. Gromadzą kilkadziesiąt lub kilkuset studentów. Warszawski „Mikrus”, „Riviera”, krakowskie „Babilon”, „Fafik”, gliwicki „Piast”, wrocławska „Kredka” to tylko niektóre z popularnych akademików o dużej ilości studentów. W zależności od miasta, uczelni i kierunku studiów kształtuje się w nich określony sposób życia wspólnotowego.

Jak wiadomo niejednemu czytelnikowi, mimo funkcji lokalu, w akademiku nauka nie jest priorytetem. Bujne życie towarzyskie, wiele pomysłów z fantazją i zaangażowaniem żaków powodują często śmieszne, ale i niestety tragiczne sytuacje. Dobra zabawa skutkuje często nadużywaniem wolności w zakresie używek, obyczajowości i zwykłej ludzkiej głupoty. Tak zwana administracja akademików, czyli dyrektor i pani „na portierni”, pełni tu zwyczajowo funkcje kontrolne. Trudno mówić jednak o funkcjach wychowawczych, gdyż mamy już do czynienia z dorosłymi osobami (prawnie), a i sam zakres pracy i zaangażowanie opiekunów akademika jest zróżnicowany. Mimo wszystko, każde miasto ma swoją mapę akademicką z rekomendowanymi akademikami i miejscami, które lepiej omijać.

Mieszkać, aby studiować

Dopełnieniem tego obrazu są także mniejsze, co więcej, niepubliczne akademiki. W Polsce renomą cieszą się domy akademickie zlokalizowane przy instytucjach katolickich: szkołach, klasztorach, centrach edukacji etc. Na kilka istotnych różnic względem akademików uczelnianych składa się tu: podział na akademiki męskie i damskie, określony styl formacji katolickiej, zaangażowanie w trwalsze budowanie wspólnoty oraz udział w życiu akademika gospodarzy danego miejsca. Dzięki takim miejscom, wiele osób ma okazję do życia i pracy w komfortowych warunkach oraz ma zorganizowany przewidywalny plan dnia, gdzie jest czas na naukę i wypoczynek, i życie towarzyskie. Takie miejsca umożliwiają zaangażowanie się w pomoc innym (wolontariat) oraz zdobywanie formacji chrześcijańskiej.

Osobiście miałem okazję mieszkać w jeszcze innym akademiku. Także prywatnym, lecz zarządzanym przez świeckie stowarzyszenie, gdzie opiekę duchową zapewnia Opus Dei. Założyciel tej instytucji Kościoła Katolickiego, św. Josemaria Escriva, już w połowie lat 30-tych XX w. dostrzegł potrzebę budowania domów akademickich, w których studenci i profesorowie różnych kierunków – razem mieszkają, studiują i wypoczywają. Tworząc razem dom, nie hotel. Pierwsze ośrodki akademickie tego typu powstały w Hiszpanii, we Włoszech, Francji i Anglii. Tworzyły skrzyżowanie dyscyplin naukowych, osobowości oraz narodowości. W swojej idei nawiązywały do starych, ale wciąż aktualnych na najlepszych uniwersytetach tradycji college’ów uniwersyteckich.

Inspirująca i wymagająca codzienność

Życie i studiowane w takim miejscu wyróżniało się przede wszystkim dojrzałym podejściem do zdobywania formacji zawodowej (studiowania) oraz przyjacielską atmosferą w domu. Krakowski „Barbakan” to mały męski akademik dla dwudziestu osób. Poza dwunastoma studentami mieszkało w nim z nami kilku wykładowców i ludzi innych profesji. Trzema szczególnymi miejscami tego domu są: czytelnia, salon oraz kaplica.

W czytelni panował spokój, atmosfera pracy. Nikt z nas nie odbierał tam telefonów, nie jedliśmy kanapek, dbaliśmy o skupienie i rzetelne studiowanie. Dzięki temu sesja egzaminacyjna nie była dniem ostatecznym… i co więcej, cieszyliśmy się niezłymi wynikami w nauce! Domową atmosferę spajały wspólne spotkania po obiedzie i kolacji. Dzięki półgodzinnym rozmowom na bieżące tematy poznaliśmy siebie, nauczyliśmy się słuchać oraz kulturalnie nie zgadzać się z niektórymi opiniami. Co tydzień w środy zapraszaliśmy znajomych na spotkanie z „ciekawym gościem”. Wizyta profesora, marszałka województwa, podróżnika, dziennikarza prasowego, skrzypka filharmonii czy przyjaciół Jana Pawła II dawała nam okazję poznać z pierwszej ręki, co się dzieje w świecie lub regionie. Wielu z nas bardzo ceniło sobie możliwość modlitwy w kaplicy i uczestnictwa we Mszy świętej. Także dzięki obecności kapelana akademika, łatwiej było się wybrać na duchową rozmowę z księdzem czy na nabożeństwo.

Jak na studentów przystało, regularnie organizowaliśmy wspólne mecze piłki, wycieczki rowerowe, wypady w góry i wyjazdy za granicę. Także w ciągu roku gościliśmy studentów z całego świata. Pamiętam Juana z Wenezueli, studenta Politechniki; w weekendy: dj-a latynoskiej muzyki, Johna z Utah(stan w USA), studenta nauki o rodzinie zaangażowanego w krakowskie organizacje społeczne oraz Wojtka z Koszalina, studenta prawa, pasjonata dobrego jazzu. Każdy z nas wnosił dużo swoich pasji, temperamentu i studenckiego patrzenia…

Wspólne spotkanie mieszkańców Rejsu. Foto: Łukasz Zając.
Na górnym zdjęciu wizualizacja Nowego Rejsu, do którego studenci wprowadzą się przed końcem tego roku.

Poza nauką i wypoczynkiem angażowaliśmy się w wolontariat. Jako ośrodek akademicki byliśmy znani w kilku hospicjach, gdzie w soboty towarzyszyliśmy po dwóch, trzech chorym i opuszczonym. W ten sposób dotykaliśmy spraw ważnych oraz ćwiczyliśmy się w hojności, serdeczności i innych cnotach.

Podobne domy akademickie funkcjonują w Warszawie („Filtrowa 27”), Poznaniu („Sołek”), Wrocławiu („Wrota”) oraz Szczecinie („Rejs”). Co do „Rejsu”, warto wspomnieć że jest to najnowszy i największy tego typu akademik wraz z salą sportową. Aktualnie rozpoczyna nabór studentów.

Sukces przez dobre wybory

Akademik jako szkoła wolności jest wyzwaniem. Młody człowiek wkraczający w życie studenckie, poznający nowe miasto i ludzi jest otwarty również na model studencki w wersji „light”. Atmosfera sprzyjająca wiecznej imprezie, brak spokoju, zaufanych ludzi wokół siebie, promocja lenistwa i nieporządku może sprzyjać zaniedbaniom w sferze nauki, relacji z innymi i rozwoju swoich aspiracji. Często „spontaniczne” życie w akademiku zamienia się w szkołę przetrwania. Od sesji do sesji, od „udało się”, do „uda się następnym razem”. Bo kiedyś trzeba się zacząć uczyć, odpowiadać za pewne sprawy i zobowiązania… To kosztuje.

Istotnym wydaje się przedstawienie domów akademickich, gdzie model studiowania i mieszkania w akademiku odbiega od zwyczajowych szlaków, przy tym nie odbiera nic atrakcyjnego z życia studenckiego i chęci zdobycia wiedzy, doświadczenia, aby być „kimś” w życiu. Na skróty trudno to osiągnąć. Czas studiów jest wyjątkowym okresem na wykształcenie siebie, nie tylko zawodowo, ale jako osoby, która jest zdolna założyć rodzinę, pracować, służyć rozwojowi społecznemu.

————

Łukasz Zając – socjolog, mieszka i pracuje w Szczecinie. Prowadzi cykl spotkań dla studentów w Ośrodku Akademickim „Rejs”. Pisze artykuły i prowadzi szkolenia z zakresu komunikacji społecznej i networkingu.

Poleć innym!

  • Facebook
  • Twitter
  • Delicious
  • LinkedIn
  • StumbleUpon
  • Add to favorites
  • Email
  • RSS

Dyskusja

Tagi:
Email
Print
WP Socializer Aakash Web