Liturgiczna Służba Ołtarza. Świadectwo

31 maja 2011 16:43Komentowanie nie jest możliweViews: 608

lso„Mamo, mamo, musisz mi uszyć komeżkę, bo dzisiaj mam pierwszą zbiórkę!” – krzyknąłem jedenaście lat temu, wbiegając po lekcjach do domu. Tak zacząłem swoją, trwającą do dziś, przygodę z LSO. Muszę stwierdzić, że Liturgiczna Służba Ołtarza wpłynęła w znacznym stopniu na moje życie.

Liturgiczna Służba Ołtarza to jeden z młodzieżowych ruchów formacyjnych. To po prostu – mówiąc najkrócej – wspólnota ministrantów.

Podstawowym zadaniem ministrantów jest służenie podczas Mszy świętej. Formacja LSO w naszej diecezji przedstawia się w uproszczeniu następująco:

Stopień Wiek
Kandydat na ministranta III klasa szkoły podstawowej
Choralista IV kl. szkoły podstawowej
Ministrant światła V kl. szkoły podstawowej
Ministrant księgi VI kl. szkoły podstawowej
Ministrant ołtarza I kl. gimnazjum

 

Formacja polega przede wszystkim na uczęszczaniu ministrantów na cotygodniowe zbiórki prowadzone przez księdza lub animatorów (z podziałem na ww. grupy). Czas tych spotkań wypełniony jest rozmową, zdobywaniem wiedzy i umiejętności, a także wspólną zabawą. Podsumowaniem rocznej pracy jest tygodniowy turnus wakacyjny.

Oprócz wyżej wymienionych stopni formacyjnych, istnieją również stopnie lektorskie. Funkcją lektora po przyjęciu błogosławieństwa z rąk biskupa jest czytanie lekcji podczas liturgii.

Są też w LSO osoby, o których już wspomniałem – animatorzy. Formacja animatorska w LSO jest krótka – trwa około półtora roku. Żeby zostać animatorem Liturgicznej Służby Ołtarza, należy przez rok prowadzić zbiórki ministrantów, odbyć diecezjalny kurs animatorski, praktyki wakacyjne i weryfikacje, na końcu której zostaje się dopuszczonym (lub nie) do posługi animatora. Niedługo po weryfikacji otrzymuje się uroczyste błogosławieństwo i krzyż animatorski (pod warunkiem, że jest się bierzmowanym).

Animator musi mieć dużą wiedzę o liturgii, gdyż z reguły wykonuje odpowiedzialne czynności, a poza tym dba o piękno Mszy świętej, lecz są to  tylko niektóre dziedziny pracy animatora. Animator, jak sama nazwa wskazuje, zajmuje się animowaniem: tworzeniem i budowaniem LSO. To on prowadzi zbiórki, uczy młodszych, pilnuje dyscypliny, organizuje wraz z księdzem różnego rodzaju spotkania, turnusy wakacyjne itp. Wszystko to wymaga od animatorów sporo czasu i zaangażowania.

W tym właśnie kontekście chcę napisać o swojej posłudze animatorskiej oraz o latach formacji w Liturgicznej Służbie Ołtarza – znacząco wpłynęły one bowiem na moje życie.

Ważną, choć często przeze mnie niedocenianą sprawą jest dla mnie szczególne miejsce w kościele, jakie zajmuję, będąc lektorem. Mogę być wyjątkowo blisko świętych obrzędów liturgicznych. Ta bliskość jest wartością samą w sobie. Umożliwiła mi głębsze poznanie liturgii i naszej wiary.

Gdy byłem młodszy, byłem – jakby to powiedzieć – urwisem, łobuzem i nie raz słyszałem od innych, że moje zachowanie kłóci się ze służbą przy Ołtarzu. Oczywiście ci, którzy tak mówili, mieli rację. Jaki jednak byłbym, gdyby nie ministrantura? Może przestałbym chodzić do kościoła? Co byłoby potem? Jestem przekonany, że dzięki służbie przy Ołtarzu stałem się lepszym człowiekiem, a potem przeżyłem swoistą przemianę.

Drugą ważną rzecz obok możliwości służby przy Ołtarzu, jaką przyniosła mi LSO, jest moje animatorstwo. Noszenie krzyża animatorskiego ma według mnie dwa aspekty. Pierwszy oznacza udzielanie się w LSO, drugi zaś bycie świadkiem Chrystusa (w kościele i poza nim).

Co do pierwszego, cennym dla mnie doświadczeniem stało się prowadzenie zbiórek (spotkań grupy ministrantów w wieku 9 lat), a także pomoc w organizacji wypoczynku dla ministrantów naszej diecezji na turnusach wakacyjnych. Była to dla mnie jedyna w swoim rodzaju okazja do tego, żeby stać się dla nich wychowawcą, opiekunem, nauczycielem, kolegą…

Jeśli zaś chodzi o drugi aspekt noszenia krzyża animatorskiego, czyli o bycie świadkiem Chrystusa, podszedłem do tego bardzo poważnie. Mocnym doświadczeniem dla mnie było noszenie krzyża animatorskiego  „na widoku” (tylko albo aż) przez pierwszy rok – w pierwszej klasie liceum. Być może dawniej tego nie rozumiałem, ale teraz myślę że istotą bycia animatorem nie jest noszenie tego widzialnego krzyża (choć to jest ważne), ale noszenie swojego krzyża codziennego przez bycie dobrym synem, uczniem, po prostu dobrym człowiekiem. Przez ŚWIADECTWO w szkole, wśród kolegów, kiedy czasem powiem: „Nie, nie zrobię tego. Wiara mi na to nie pozwala”. Noszenie krzyża na zewnątrz nie powinno być oderwane od bycia animatorem przez zachowanie, ponieważ to drugie jest znacznie ważniejsze.

Choć być może w 2007 r., gdy przyjmowałem błogosławieństwo i krzyż animatorski nie byłem do tego w pełni dojrzały, dziś wiem jedno: posługa animatorska stała się dla mnie szczególnym doświadczeniem, odcisnęła trwałe piętno na moim dalszym życiu.

LSO zawdzięczam także to, że poznałem wielu wartościowych ludzi, dzięki wspólnej posłudze zawiązałem przyjaźnie, miło spędzaliśmy i nadal spędzamy czas. Zetknąłem się także z ważnymi osobistościami, jak np. abp Edward Nowak, abp Mieczysław Mokrzycki, bp Kazimierz Górny.

Dziękuję Bogu za posługę przy Jego Ołtarzu, wpłynęła bowiem bardzo pozytywnie na moje życie.

Animator z diecezji rzeszowskiej

Poleć innym!

  • Facebook
  • Twitter
  • Delicious
  • LinkedIn
  • StumbleUpon
  • Add to favorites
  • Email
  • RSS

Dyskusja

Tagi:
Email
Print
WP Socializer Aakash Web