V Niedziela Wielkiego Postu, rok A, 22.03.2026 r. – komentarz do Ewangelii
Jezus jest zawsze na czas
● Rozważa: ks. Dominik Sobczyk ●
III Niedziela zwykła, rok A (22.03.2026 r.)
Ewangelia: J 11,1-45 ●
Choć może nam się wydawać, że Jezus ze swoją interwencją ewidentnie spóźnia się, to jednak On przychodzi zawsze w odpowiednim momencie, aby nas podźwignąć i pomóc w rozwiązaniu danego problemu.
Pamiętam rozmowę z jedną młodą osobą podczas rekolekcji wakacyjnych Ruchu Światło-Życie w 2022 r. Byłem wówczas klerykiem po III roku seminarium. W czasie pomocy w dyżurze mycia naczyń po obiedzie miałem okazję poznawać historie uczestników. Wspomniana wyżej osoba opowiedziała historię, w jaki sposób Pan Bóg dokonał cudu podwójnego nawrócenia w jej rodzinie. Otóż, w pewnym momencie jej życia relacja z tatą uległa pogorszeniu. Ciągłe mijanie się, trudności w komunikacji, a przy tym złość, niezrozumienie i zamykanie się w pokoju. Niedługo później tata tej osoby zachorował na poważną chorobę. Wówczas przejęta takim obrotem spraw zaczęła modlić się do Boga o uzdrowienie. Jednakże pozytywnego efektu nie było. Wręcz przeciwnie – tata chorował coraz bardziej. Wobec powyższego ta osoba przeżyła poważny kryzys wiary i bunt w odniesieniu do Chrystusa, gdyż nie dość, że nie było lepiej, to nawet było jeszcze gorzej.
Chociaż poprawy zdrowia u taty nie było, to jednak uzdrowieniu uległa relacja dziecko-ojciec. Liczne odwiedziny w szpitalu, wsparcie, wiele czasu poświęconego na rozmowę z tatą owocowały zdrowieniem więzi. Z czasem przyszło również pogodzenie się z taką sytuacją i powrót do Pana Boga tej osoby. Lecz jeszcze jedna rzecz uległa zmianie. Mianowicie wyniki badań taty poprawiały się, aż w końcu doszło do całkowitego uzdrowienia z choroby. Nietrudno się domyślać wielkiego zachwytu i radości w związku ze zdrowiem ojca. Lecz ta osoba jeszcze bardziej była wdzięczna Bogu z tego powodu, że dopuścił do tej choroby, aby wyleczyć inną, dotkliwszą dolegliwość – martwicę relacji. Bóg przyszedł o właściwej porze – nie za wcześnie, nie za późno.
Wczytując się w opis niedzielnej Ewangelii, możemy odnieść wrażenie jakoby Jezus się spóźnił. Łazarz poważnie zachorował (J 11,2) i należało przyjść, aby dokonać cudu uzdrowienia. Lecz Jezus nie przyszedł, czekał. Dwie siostry Łazarza i przyjaciółki Chrystusa – Marta i Maria – wręcz jednogłośnie zakomunikowały Zbawicielowi, że nie przyszedł w odpowiednim momencie… było już za późno (zob. J 11,21.32). Choć żal i pretensja sióstr mogą wydawać się uzasadnione ze względu na śmierć ukochanego brata, to perspektywa wiary podpowiada, że mimo wszystko nie można tracić nadziei. Jezus przyznał, że to nie był odpowiedni moment, aby zainterweniować. Chrystus wiedział, kiedy zadziałać w punkt i czemu ma służyć ta boska ingerencja. Nie chodziło tu przede wszystkim o spektakularny i niepowtarzalny cud czy też o to, żeby siostrom zaprzyjaźnionym z Jezusem i Jemu samemu nie było przykro, ale to wydarzenie miało przygotować na zbliżające się zbawcze misterium – pokonania śmierci przez śmierć krzyżową i… zmartwychwstanie do życia wiecznego. Miała przede wszystkim objawić się Boża chwała (J 11,4) Wobec tego, czy Chrystus się spóźnił? Nie, jak zwykle, przyszedł i zadziałał w odpowiednim momencie.
Patrząc na nasze życie, moglibyśmy wskazać te momenty, w których modliliśmy się i czekaliśmy na to, aż Bóg w cudowny sposób zadziała. I choć może nam się wydawać, że Jezus ze swoją interwencją ewidentnie spóźnia się (lub jeszcze do tej pory wcale nie zawitał), to jednak On przychodzi zawsze w odpowiednim momencie, aby nas podźwignąć i pomóc w rozwiązaniu danego problemu. Co więcej, Chrystus nie rozwiązuje jednego problemu, ale jednocześnie może rzucać światło na inną przestrzeń, nastraja nas na inną perspektywę. Dlatego tak ważna jest ufność Bogu, której, mimo wszystko, nie brakowało Marcie i Marii z ewangelicznej perykopy. Naprawdę, Bóg doskonale wie, kiedy zadziałać i jaki czas będzie odpowiedni.
Ćwiczmy się w ufności Panu! Zaufajmy Bożej Opatrzności, która zawsze jest na czas. Niech pomocą w tej kwestii okażą się słowa modlitwy Psalmu 130: „Pokładam nadzieję w Panu, dusza moja pokłada nadzieję w Jego słowie, dusza moja oczekuje Pana. Bardziej niż strażnicy poranka niech Izrael wygląda Pana” (Ps 130,5-7a). Poranek, którego oczekują strażnicy przecież nadejdzie, to tym bardziej Ten, który tę porę dnia ustanowił. Zaprawdę, każdy, kto cierpliwie będzie oczekiwał Pana, nie zawiedzie się na Nim. On zawsze jest na czas!
————–
Ks. Dominik Sobczyk – od 7 czerwca 2025 r. prezbiter diecezji rzeszowskiej. Od 23 sierpnia 2025 r. pełni posługę wikariusza w parafii pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Czarnej Sędziszowskiej.
Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Był pewien chory, Łazarz z Betanii, ze wsi Marii i jej siostry, Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat, Łazarz, chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: «Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz». Jezus, usłyszawszy to, rzekł: «Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą».
A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza.
Gdy posłyszał o jego chorobie, pozostał przez dwa dni tam, gdzie przebywał. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: «Chodźmy znów do Judei».
Rzekli do Niego uczniowie: «Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz?»
Jezus im odpowiedział: «Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeśli ktoś chodzi za dnia, nie potyka się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła».
To powiedział, a następnie rzekł do nich: «Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę go obudzić».
Uczniowie rzekli do Niego: «Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje». Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie.
Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: «Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego».
A Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: «Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć».
Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów. I wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po utracie brata.
Kiedy więc Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta więc rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga».
Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie».
Marta Mu odrzekła: «Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym».
Powiedział do niej Jezus: «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?»
Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat».
Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała ukradkiem swoją siostrę, mówiąc: «Nauczyciel tu jest i woła cię». Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać.
A gdy Maria przyszła na miejsce, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go, padła Mu do nóg i rzekła do Niego: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł».
Gdy więc Jezus zobaczył ją płaczącą i płaczących Żydów, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzie go położyliście?»
Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz!» Jezus zapłakał. Żydzi więc mówili: «Oto jak go miłował!» Niektórzy zaś z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?»
A Jezus, ponownie okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień.
Jezus powiedział: «Usuńcie kamień!»
Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie».
Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?»
Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, że Mnie wysłuchałeś. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie tłum to powiedziałem, aby uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś». To powiedziawszy, zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce przewiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić».
Wielu zatem spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.





