Druga Niedziela Zwykła, rok A, 18.01.2026 r. – komentarz do Ewangelii

15 stycznia 2026 23:13Komentowanie nie jest możliweViews: 7

Poświęćmy więcej uwagi adorowaniu Jezusa
● Rozważa: ks. Jakub Dzierżak ●

20260116_0007_Image Generation_simple_compose_SoraChatGPT

Wygenerowane przez: SoraChatGPT

Druga Niedziela Zwykła, rok A (18.01.2026 r.)
Ewangelia: J 1,29–34 ●

„Coraz częściej myślę, że istotą kryzysu, w jakim tkwi nasz świat, a wraz z nim Kościół, jest dotkliwy brak Jana Chrzciciela. On potrafił wskazać na Chrystusa i określić właściwie Jego tożsamość” – pisze ks. Robert Skrzypczak. Bo tak naprawdę wszystko opiera się na Nim, czyli na Chrystusie.

Wydarzenie, o którym opowiada nam święty Jan Ewangelista, jest niezwykłe. Nad Jordanem spotykają się dwaj krewni. Czy było to pierwsze spotkanie po tym, jak matki noszące ich pod sercem spotkały się w Ain-Karim, trzydzieści lat wcześniej? Czy jako dzieci, nastolatkowie lub młodzi dorośli mieli okazję się ze sobą bawić i rozmawiać na mniej lub bardziej poważne tematy? Nie wiemy: Jezus jeszcze jako małe dziecko wyruszył z Maryją i Józefem na północ, do Nazaretu; Jan Chrzciciel natomiast wychowywał się na południu, w pobliżu Pustyni Judzkiej. W każdym razie z pewnością Jan nie znał swojego kuzyna tak, jak stało się to później, ponieważ takie poznanie może dać tylko Bóg.

„Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata”. Słyszymy to w czasie każdej Mszy świętej, zaraz przed przyjęciem Jezusa Eucharystycznego. Pewnie nie zastanawiamy się wtedy, co to właściwie znaczy, tymczasem to zdanie jest Ewangelią w pigułce: ten człowiek, który właśnie przyszedł nad Jordan, jest Bożym Barankiem. Chociaż nie jesteśmy na sto procent pewni, co to wyrażenie oznacza, to jedno wiemy na pewno: to właśnie Jego wybrał Bóg, aby usunął ludzkie grzechy, biorąc je na siebie. Dopiero na Golgocie słowa te stały się jasne – Jezus przybił moje grzechy razem ze sobą do krzyża. On zrobił wszystko, co było trzeba, abym nie musiał tego grzechu trzymać w sobie i z nim umierać.

Chrzest wodą, którego udzielał Jan, miał przede wszystkim taki cel: doprowadzić do spotkania ludzi ze Zbawicielem, z Mesjaszem. Ludziom wydawało się, że Jan jest ważniejszy, bo to on jako pierwszy pojawił się nad Jordanem. Chrzciciel jednak wyjaśnił, że tak naprawdę pierwszy jest Chrystus, bo istniał już wcześniej. Niedawno, w Boże Narodzenie, słyszeliśmy te słowa: „Na początku było Słowo… a Słowo stało się ciałem”. Jezus jest pierwszy, Jezus jest większy. Jan udzielał chrztu wodą dla nawrócenia i przygotowania się na spotkanie ze Zbawicielem, natomiast ten Zbawiciel chrzci Duchem Świętym. To oznacza, że przed każdym człowiekiem, który przyjmie taki chrzest i nawiąże kontakt z Boskim Duchem, otworzą się niewyobrażalne boskie zasoby duchowe, wśród nich: nieskończona miłość Boga Ojca, dostępna zawsze, dodająca sił i przebaczająca grzechy, a także rozwój człowieka, którego nie zapewni żaden trening personalny. To po prostu inny poziom życia.

W pierwszym czytaniu prorok Izajasz w słowach: „Ty jesteś sługą moim, Izraelu, w tobie się rozsławię”, chce nam powiedzieć, że Chrystus, który wypełnił zadanie tego sługi, ukazuje nam, jak piękny jest Bóg.  Dzięki Niemu wszystkie narody mogą przyjść do Boga i stać się błogosławione. To zadanie spoczywało na Narodzie Wybranym, Izraelu. Jednak on w tamtych czasach sam nie potrafił znaleźć własnej drogi do Boga. Jezus wziął to zadanie na siebie. Jak zauważa jeden z komentatorów, „Bóg nie przeciwstawia się arogancji i uciskowi świata większą arogancją i większym uciskiem. Przychodzi raczej z pokorą, wrażliwością i bezsilnością dziecka. Frustracja i poczucie bezsensowności, tak dobrze znane każdemu, kto żyje w ciele, były częścią ciężaru, który przyszło mu dźwigać”.

Gdy przeczytamy fragment Pierwszego Listu świętego Pawła do Koryntian – nasze drugie czytanie – zobaczymy, że w dwóch zdaniach imię „Jezus Chrystus” pojawia się aż cztery razy. Jezus jest w centrum. On jest Zbawicielem. Bez Niego nic nie ma sensu, również moje własne życie.

To, co napisałem powyżej, może i pięknie brzmi, ale możemy się zapytać, co to wnosi do naszego życia dzisiaj. Czy nie są to kolejne wzruszające i barwne teologicznie opowiadania o Zbawicielu, który przyszedł na świat dwa tysiące lat temu, ale które niekoniecznie cokolwiek zmieniają w moim obecnym stanie fizycznym, psychicznym czy ekonomicznym?

Jak zauważa ks. Robert Skrzypczak:

„przyszło nam żyć w krainie ślepców, w której nikt Go już nie dostrzega i nie adoruje. Gorzej, do tego stanu powoli się przyzwyczajamy. Odkąd przyszła moda na kawę bez kofeiny, mleko bez mleka i czekoladę bez cukru, a w dodatku globaliści obiecują nam czerwone mięso z glonów, nietrudno wyobrazić sobie chrześcijaństwo bez Chrystusa. Skąd wzięła się ta fobia? Najpierw Luter odseparował Chrystusa od struktur kościelnych, potem oświecenie narzuciło wizję Boga bez Syna, obojętnego, nieinteresującego się losem człowieka. Następnie przyszli marksiści i usunęli Boga, a w Jego miejsce wstawili człowieka. W końcu postnowoczesność pogardziła samym człowiekiem niemającym ani podstaw, ani celu. Beznadziejny egocentryzm stał się nowym duchowym klimatem świata zachodniego. Tymczasem (…) zbyt wielu ludzi żyje w dobrobycie bez radości. Pod stertą rachunków za prąd, za gaz, za telefon obawiają się pewnego dnia znaleźć rachunek za usługę pogrzebową”.

Coraz więcej spraw nas przytłacza i nie mamy już siły. Zapomnieliśmy, że mamy potężnego Boga, Stwórcę świata i naszego Zbawiciela, tak bardzo nam bliskiego. Dlaczego serial „The Chosen” (do którego oglądania serdecznie zachęcam) od samego początku cieszył się tak wielką popularnością? Ponieważ, moim zdaniem, w piękny sposób przedstawia Jezusa: kochającego Boga o ludzkiej twarzy. I właśnie za tym Chrystusem ludzie tak bardzo tęsknią.

Może warto, abyśmy od dzisiaj – w swoim życiu osobistym, ale też w parafiach, dekanatach, diecezjach – poświęcili więcej uwagi adorowaniu Jezusa obecnego w Eucharystii, modlitwie w ciszy, dobrej spowiedzi i wspólnie przeżywanej liturgii? Może w tym codziennym hałasie telefonów, klaksonów i wzajemnych krzyków, gdzieś nieśmiało i delikatnie próbuje się przebić głos: „To Ja jestem, nie bójcie się”?

Jezu, tak bardzo chcę uwierzyć, że Ty nadajesz mojemu życiu sens. Ty jesteś wszystkim. Bez Ciebie przestaję istnieć. Niech Twoja miłość, dzięki Duchowi Świętemu, rozleje się w moim sercu. Nadaj sens temu, co przeżywam.

————–

Ks. Jakub Dzierżak – prezbiter diecezji rzeszowskiej, pochodzący z Sanktuarium pw. Matki Bożej Łaskawej w Chmielniku. Święcenia kapłańskie przyjął z rąk Ks. Bp. Jana Wątroby w 2020 roku. Studiuje teologię biblijną na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II oraz nauki biblijne w Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie.


Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Jan zobaczył podchodzącego ku niemu Jezusa i rzekł: «Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: „Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie”. Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi».
Jan dał takie świadectwo: «Ujrzałem ducha, który zstępował z nieba jak gołębica i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: „Ten, nad którym ujrzysz ducha zstępującego i spoczywającego na Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym”. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym».

Poleć innym!

  • Facebook
  • Twitter
  • Delicious
  • LinkedIn
  • StumbleUpon
  • Add to favorites
  • Email
  • RSS

Dyskusja

Tagi:
Email
Print
WP Socializer Aakash Web